Leszno Barok Plus Festiwal, 2017

26 sierpnia – i znowu nie pojechałem w tym roku na festiwal „Muzyka w Raju” do Paradyża. W sobotę przed południem musiałem zostać w domu – praca… Ale może to i lepiej, bo w nocy z soboty na niedzielę zapowiadali burze; postanawiam wykorzystać sobotni wieczór na wyjazd na festiwal Leszno Barok Plus – w programie o 18 w kościele ewangelicko-augsburskim koncert muzyki Buxtehudego, Bacha i współczesnej kompozytorki Ewy Fabiańskiej, potem o 21 w plenerze przed Synagogą spektakl „Poza czasem” Teatru Akt.

Przed kościołem ewangelickim w Lesznie (jest niewielki, przypomina mi dawny kościół ewangelicki w Poznaniu na Grunwaldzkiej, zanim nie zbudowano nowego na Obozowej) zjawiam się krótko po piątej; wcale nie jestem pierwszym słuchaczem, tuż przede mną przyszła starsza pani, która zajmuje miejsce z przodu. Artyści odbywają właśnie próbę, z tyłu kościoła siedzi tajemnicza postać w srebrnym, metalizującym kostiumie nawiązującym do baroku, w peruce i w ciemnych okularach.

– Dietrich Buxtehude? – pytam, kiedy obaj wychodzimy na zewnątrz.

Nie, okazuje się, że to sam Jan Sebastian Bach będzie witał pojawiających się gości. W jego postać wcielił się Rafał Śpiewak, znany aktor i performer, występujący w całej Polsce. Podczas rozmowy mówi mi, że zna również Śrem, występował tam kiedyś na jednej z imprez zorganizowanych przez Bibliotekę Publiczną na promenadzie nad Wartą. Rozmawiamy o Śremie („Macie fajnego i bardzo prężnego dyrektora biblioteki”), o muzyce (podobnie jak ja Rafał Śpiewak traktuje tę dziedzinę raczej hobbystycznie, nie jest specjalistą), o programie dzisiejszych i jutrzejszych koncertów.

– Chyba wszystko się uda, prognoza pogody mówi wprawdzie o burzach, te jednak mają się zacząć dopiero po 22.

– To niedobrze, właśnie wtedy będę wracał do Śremu…

Wreszcie zaczyna się koncert. Słuchaczy wita proboszcz parafii Waldemar Gabryś, potem na zaimprowizowaną scenę wchodzi mężczyzna, który opowie nam o prezentowanych utworach. Skąd ja znam ten charakterystyczny głos? To Piotr Matwiejczuk, dziennikarz muzyczny, którego często słyszę w II programie Polskiego Radia, teraz mam okazję poznać go na żywo. Po tych wstępach z zakrystii wchodzą dzisiejsze wykonawczynie:5-osobowy żeński zespół Ensemble Toccante: klawesyn, flet poprzeczny, skrzypce, wiolonczela i wokal.

Kantatę „Singet dem Herrn” Dietricha Buxtehudego (do słów psalmu) słyszę chyba po raz pierwszy, nie mam nawet żadnych płyt z muzyką tego kompozytora, który na przełomie XVII i XVIII wieku był mistrzem dla Bacha, Händla i wielu innych muzyków. Tylko sonata triowa Bacha jest mi znana, w domu mam dwieście kilkadziesiąt płyt z jego muzyką, wszystko, co napisał i co się zachowało, chociaż preferuję inne utwory Bacha, a tego, co napisał na klawesyn, najchętniej słucham na fortepian.

Na koniec najważniejszy (i najobszerniejszy) punkt programu – „Jelińska Stabat Mater” Ewy Fabiańskiej. Jest to prawykonanie nowego utworu muzyki współczesnego (kompozytorka siedzi w pierwszym rzędzie w kościele), kolejne zmierzenie się z tematem, który, jak mówi Piotr Matwiejczuk, w ciągu dziejów zajmował dziesiątki, jeśli nie setki kompozytorów. Jest to prawykonanie, jest rejestrowane i będzie dostępne jako nagranie w Ninotece. Cóż mogę o nim powiedzieć? Podoba mi się, chociaż wolę jednak muzykę baroku – Buxtehudego i Bacha.

Po koncercie kwiaty, sesja fotograficzna…, a ja się zastanawiam, co dalej. Jest 19.20, do spektaklu „Poza czasem” Teatru Akt zostało jeszcze prawie dwie godziny, czy zostać na nim?. Ostatecznie decyduję się na powrót do Śremu – niepokoi mnie ta burza o 22 i wspomnienie ostatnich nawałnic, w dodatku mam kłopoty z oświetleniem roweru. W domu jestem już w nocy, burzy nie było. Może jednak powinienem był zostać na tym spektaklu?

Ensemble Toccante (2)

Po koncercie. Fot. Organizatorzy festiwalu

Spichlerz Polskiego Rocka w Jarocinie

Chociaż mieszkam tak blisko Jarocina, na festiwalu w Jarocinie byłem tylko dwukrotnie. I nawet te słowa: „byłem na festiwalu w Jarocinie” to zbyt dużo powiedziane. Nigdy nie byłem tam na koncertach, po prostu byłem w mieście, kiedy festiwal się odbywał. Po raz pierwszy pojechałem tam z ciekawości ze Śremu w 1988 czy 1989 roku. Przyjechałem przed południem, zobaczyłem więc niewiele oprócz zaspanych uczestników festiwalu, dochodzących do siebie w miasteczku namiotowym po koncertowej nocy, i pustego o tej porze amfiteatru. Po raz drugi zajechałem do Jarocina w ubiegłą sobotę, wracając z Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. Przez Jarocin przejeżdżałem też rankiem tego dnia, jadąc w kierunku Dobrzycy, ale o godz. 10 festiwalowego klimatu nie można było jeszcze poczuć na ulicach. Wracałem o godz. 15, do końca nie wiedząc, czy pojadę prosto do Śremu, czy też skręcę na rynek w Jarocinie. Ostatecznie wybrałem to drugie i wybór okazał się dobry.

Już na rogu Poznańskiej i Świętego Ducha napotykam tłumek młodych ludzi idących od strony parku w kierunku centrum. Wiem, że w parku też są zaplanowane koncerty, kieruję się jednak w stronę rynku, serca miasta, gdzie jest pewnie ciekawiej. Na wznoszącej się ulicy Świętego Ducha sklep z alkoholem oferuje piwo po 2 złote, a trochę dalej grupka młodzieży usypuje… portret Czesława Niemena z kolorowego piasku. Portret zresztą mi się podoba, szkoda, że będzie miał tak krótki żywot. Cały rynek, na którym ustawiono jedną ze scen (jeszcze pustą, koncerty rozpoczną się dopiero za półtorej godziny), jest opanowany przez młodzież – rozmawiającą, jedzącą i pijącą piwo. Tłumek wokół stoiska z pamiątkowymi gadżetami, młodzież kupuje przede wszystkim festiwalowe koszulki. Niedaleko wielki wybór płyt analogowych, płyt CD nigdzie nie widzę. O wiele mniejsze zainteresowanie jest stoiskiem z wyłożonymi książkami o Jarocinie – przewodnikami, ale też naukową monografią Róży Kąsinowskiej o pałacu Radolińskich. Trochę dalej można spotkać się z „żywymi książkami” – różne osoby, między ksiądz, policjantka, nosiciel wirusa HIV, mogą opowiedzieć o swoim życiu, jeśli ktoś będzie chciał ich wysłuchać. Chętnie skorzystałbym z okazji, moim głównym celem jest dzisiaj jednak Spichlerz Polskiego Rocka, najnowszy oddział Muzeum Regionalnego w Jarocinie.

Spichlerz Polskiego Rocka, otwarty w dawnym magazynie zbożowym, działa od 2014 roku; leży przy głównej trasie, mijam go więc zawsze, kiedy przejeżdżam przez Jarocin, dopiero teraz jednak postanawiam go zwiedzić. Przed spichlerzem i w środku dużo młodych ludzi pijących piwo (w środku jest barek), obsługa sprzedaje też bilety na koncerty, ja kieruję się na II i III kondygnację spichlerza, gdzie znajduje się ekspozycja.

Muzeum Regionalne w Jarocinie znałem dotychczas tylko z jego głównej siedziby w ratuszu i w Skarbczyku, dość tradycyjnych w tematyce i sposobie prezentacji ekspozycji, po Spichlerzu nie spodziewałem się więc wiele, przypuszczałem, że to jakaś niewielka wystawa dokumentująca historię festiwali w Jarocinie. Przypuszczenia okazują się całkiem nietrafne. Spichlerz Polskiego Rocka to obszerna, profesjonalnie zrealizowana ekspozycja, nieustępująca nowoczesnym muzeom otwieranym obecnie w dużych miastach Polski. Nie ogranicza się wcale do Jarocina, jak myślałem; przedstawiona jest cała historia polskiego rocka od początku lat 60. do współczesności, w multimediach, nagraniach audio i video, wycinkach prasowych, fotografiach itp. Lata 60. to dla mnie prehistoria, lata 70. dzieciństwo, kiedy muzyką rockową się nie interesowałem. Właściwie w moim życiu było tylko kilka lat, kiedy (też dość umiarkowanie) interesowałem się rockiem, był to początek lat 80., okres stanu wojennego, kiedy komunistyczna władza postanowiła użyć muzyki rockowej jako wentylu bezpieczeństwa dla mogącej sprawiać problemy młodzieży („jeśli mają wychodzić na ulice, niech lepiej chodzą na koncerty”). Zainteresowanie to minęło, jeszcze zanim skończyłem studia, obecnie słucham całkiem innej muzyki, nazwiska wykonawców i nazwy zespołów, którzy są przedstawieni na wystawie, są mi więc właściwie nieznane, albo inaczej: słyszałem o nich, ale byłoby mi trudno przyporządkować ich do konkretnych piosenek i stylów muzycznych.

Mimo to wystawa jest dla mnie bardzo interesująca, nie tylko jako źródło wiedzy o muzyce, ale też socjologiczne, o przemianach polskiej młodzieży. Szczególnie chętnie posłuchałbym piosenek zespołów undergroundowych i punkowych (jest wśród nich Siekiera z moich Puław), które mają osobne pomieszczenia na wystawie, brak jednak na to czasu. Zbyt czasochłonne byłoby też dokładne przeczytanie wszystkich reprodukowanych wycinków prasowych. Jest wśród nich słynne oskarżenie Czesława Niemena o obnażenie się na scenie w Radomsku, muzyk podał później gazetę do sądu o zniesławienie i wygrał sprawę. Czesław Niemen w ogóle zajmuje dużo miejsca na ekspozycji, na III kondygnacji Spichlerza jest kolekcja zdjęć muzyka, wykonanych przez profesjonalnych fotografów, o dużej wartości artystycznej. Towarzyszą im pamiątki po innych muzykach – między innymi suknia Anji Orthodox, w której ta występowała w Jarocinie, buty-glany kiedyś należące do… już nawet nie pamiętam jakiej piosenkarki. Obszernie jest też oczywiście przedstawiona historia festiwalu w Jarocinie – plakaty, materiały prasowe, drukowane chałupniczymi metodami wydawnictwa; kapitalnym pomysłem było też zawieszenie tablicy peronowej z nazwą stacji „Jarocin” i położenie fragmentu drewnianej kładki, po której podróżni przyjeżdżający koleją do Jarocina przechodzili do miasta, znanych z filmów i zdjęć z festiwalu.

Ogólna refleksja podczas zwiedzania wystawy: być może źle dzisiaj zaplanowałem dzień. Dobrzyca mogła poczekać. Powinienem zatrzymać się w Jarocinie, cały dzień spędzić na festiwalu, porozmawiać z „żywymi książkami”, innymi uczestnikami i organizatorami, zarezerwować dużo więcej czasu na zwiedzenie Spichlerza (jestem w nim tylko godzinę, tymczasem na zwiedzenie takiego muzeum potrzebuję co najmniej 4-5 godzin), na koniec może nawet pójść na jakiś koncert. Może za rok, na następnym festiwalu…

Poznańska Wiosna Gitarowa

Na koncercie Poznańskiej Wiosny Gitarowej 27 maja znalazłem się dość przypadkowo. Po wizycie na wystawach w Bibliotece Raczyńskich i wykładzie w Muzeum Narodowym zajrzałem też do Galerii Miejskiej „Arsenał”, gdzie odkryłem, że za kilkanaście minut, o godz. 13, rozpoczną się koncerty konkursu, o którym wcześnie słyszałem, ale na którym jeszcze nie byłem. Już za chwilę wystąpią najmłodsi uczestnicy, po południu będą grać też starsi i zespoły. Trzeba zostać i posłuchać.

Bardzo lubię gitarę – klasyczną. Pamiętam, jak wiele lat temu wybrałem się na festiwal gitarowy do Mosiny, spodziewając się hiszpańskich klasyków; zamiast tego, ku memu rozczarowaniu, ze sceny na gitarach elektrycznych popłynęła ostra muzyka rockowa. Tu takie rozczarowanie mi nie grozi, występujące dzieci i młodzież grają na gitarach akustycznych. Po oficjalnym otwarciu rozpoczynają grę najmłodsi uczestnicy, niektórzy chyba nawet w wieku przedszkolnym, starsi tymczasem ćwiczą w innych pomieszczeniach „Arsenału”.

Jestem pełen podziwu dla zapału i zaangażowania młodych wykonawców. Niektórych zjada wprawdzie trema i nie są w stanie dokończyć występu. Niestety młody, dziecięcy wiek ogranicza też dobór repertuaru, który są w stanie zagrać – nie jest to ani Paganini, ani Rodrigo. Po pewnym czasie decyduję się więc zwiedzić Biennale Grafiki Studenckiej na piętrze „Arsenału”, które niestety też jest raczej rozczarowaniem. Dominuje abstrakcja, dobrej sztuki figuratywnej niewiele. Na pewno nie są to dzieła tej klasy co na Biennale Małej Formy Graficznej i Ekslibrisu w Ostrowie Wielkopolskiej, na którym byłem w ubiegłym roku, ale też twórczość ta ma inny charakter – przeważają prace dużych rozmiarów.

Na schodach i zapleczu „Arsenału” tymczasem ćwiczy starsza młodzież. To już całkiem inna muzyka, finezyjna i o bardziej rozbudowanej fakturze. Może zostać na ich koncertach? Druga część Poznańskiej Wiosny Muzycznej zacznie się jednak o godz. 15.30 i skończy o 18, potem jeszcze koncert laureatów, a ja chcę wcześniej wrócić do domu. Rezygnuję. Musi mi wystarczyć muzyka z płyt.

Akademia Muzyczna w Poznaniu – Poranek z muzyką akordeonową

14 maja – wyjazd do Akademii Muzycznej w Poznaniu na poranek z muzyką akordeonową w auli im. Stefana Stuligrosza. „Afisz” wcześniej informował, że koncert odbędzie się o godz. 12, na szczęście przed wyjazdem sprawdziłem w Internecie – okazało się, że został przeniesiony na godz. 10.30, trzeba więc wcześniej wyjechać ze Śremu.

Tylko raz byłem na koncercie akordeonowym, dawno temu, na zamku w Kórniku. Wrażenie nie było zbyt dobre – zamiast oczekiwanej muzyki klasycznej usłyszałem rozrywkową, właściwie kicz, który powodował pewien dysonans w zabytkowych wnętrzach zamku. Tak, bo na akordeonie można grać też muzykę klasyczną. Kilka lat temu chciałem nawet specjalnie pojechać do Poznania na koncert, na którym były grane „Wariacje Goldbergowskie” Bacha w wykonaniu na akordeon, niestety czas mi na to nie pozwolił. W domu mam za to około 10 płyt Astora Piazzolli, argentyńskiej legendy bandoneonu, mniejszej wersji akordeonu. Czy jest to muzyka poważna? Można dyskutować, ale słucham ich z przyjemnością.

W auli im. Stefana Stuligrosza niewielu słuchaczy, około 20 osób, duża część z tego to uczestnicy koncertu i pracownicy uczelni. Prowadząca koncert prof. Teresa Adamowicz-Kaszuba (w Akademii Muzycznej specjalizuje się w muzyce akordeonowej) przeprasza za przesunięcie godziny i wyjaśnia, że jest to spowodowane pierwszymi komuniami, które dzisiaj odbywają się w Poznaniu. Nie bardzo rozumiem tego wyjaśnienia, muzycy grający na koncercie (wszyscy są studentami Akademii, tylko jeden jest już absolwentem) na pewno nie mają dzieci w wieku komunijnym. Z drugiej strony to dobrze. Zdążę jeszcze na wykład poświęcony sztuce Hansa Arpa w Muzeum Narodowym o godz. 12.

Z siedmiu pozycji przewidzianych w programie usłyszymy sześć; niestety jednemu z wykonawców odmówił posłuszeństwa akordeon, a zamiana instrumentów, które różnią się układem klawiatury i właściwościami, jest niemożliwa. Jako pierwsza wystąpi Kinga Brosławska-Zawadzka, która wykona preludium i fugę d-moll Jana Sebastiana Bacha z pierwszego tomu „Das wohltemperierte Klavier” a potem własną kompozycję „Enigma”. Wrażenie bardzo dobre – uwielbiam „Das wohltemperierte Klavier”, mam w domu cztery komplety (po cztery płyty) nagrań tego cyklu, ale jeszcze nigdy nie słyszałem go na akordeon. Interesująca jest też „Enigma”, inspirowana złamaniem kodu niemieckiej maszyny szyfrujących przez poznańskich matematyków.

„Botany play” Torbjörna Lundquista w wykonaniu Sławomira Kandziory okazuje się muzyką programową – w sześciu krótkich fragmentach słyszymy muzyczne przedstawienia słonecznika, jałowca, kaktusa, ostu, wierzby płaczącej i szeleszczących traw. Podoba mi się też „Ispaniada” Władysława Zołotariowa w wykonaniu Krzysztofa Klorka (kompozytor rosyjski, ale tematy, jak tytuł wskazuje, hiszpańskie) i transkrypcja koncertu na orkiestrę smyczkową Grażyny Bacewicz, który gra trio złożone ze Sławomira Kandziory, Pawła Sławińskiego i Krzysztofa Klorka.

Dwa ostatnie utwory należą już raczej do muzyki popularnej: znana „Francuska ballada” Wiktora Nowikowa (gra Michał Chołka) i „Paryż-Moskwa” Francka Angelisa (duet: Łukasz Nowakowski i Michał Chołka).

Wnioski? „Das wohltemperierte Klavier” brzmi lepiej na fortepian, a koncert na orkiestrę smyczkową Bacewicz w wykonaniu na oryginalne instrumenty, transkrypcje na inne instrumenty, również akordeon, również dają jednak ciekawe rezultaty. Instrument ten, tak kojarzony z muzyką  popularną, wręcz jarmarczną, przecież też ma bardzo duże możliwości melodyczne, dynamiczne…


Preludium i fuga D-dur Bacha w wykonaniu na akordeon (w Poznaniu grane były preludium i fuga f-moll, również z DWK Bacha).

Teatr Miejski w Lesznie – „Tajemnica Tomka Sawyera”

„Przygody Tomka Sawyera” i „Przygody Hucka” Marka Twaina przeczytałem, jak wszyscy, w dzieciństwie i były to lektury, które pamięta się przez całe życie. W II połowie XIX wieku Mark Twain napisał książkę dla chłopców, która, jak się okazało, zyskała znaczenie ponadczasowe. Dla chłopców? Po „Tomka Sawyera” chętnie sięgają też dziewczęta; kiedy studiowałem anglistykę, znajoma powiedziała mi, że czyta obie części przygód Tomka i Hucka w każde wakacje. Właśnie na anglistyce miałem też okazję powrócić do „Przygód Hucka” – powieść, uważana za jedną najważniejszych w historii literatury amerykańskiej, była naszą lekturą. Nawiasem mówiąc, jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdziłem wtedy, że „The Adventures of Huckleberry Finn” w oryginale są napisane slangiem (narratorem jest sam Huck Finn), co trochę utrudniało jej zrozumienie.

„Tajemnica Tomka Sawyera” wystawiona w Teatrze Miejskim w Lesznie jest oparta na tej powieści, chociaż oczywiście, jak każda adaptacja, jest tylko wyborem z wielu przygód, jakie przeżywają Tomek, jego koledzy Huck i Joe i ich sympatie: rywalizujące z sobą Becky i Amy. Mamy też inne postacie z powieści – przede wszystkim ciotkę Polly, miejscowego pijaczka Muffa Pottera i czarny charakter, który w spektaklu z powieściowego Indianina Joe został zamieniony (z przyczyn poprawności politycznej?) na Mr Blacka. Mamy wreszcie tytułową tajemnicę, o której tu oczywiście nic tu nie wspomnę – ci, którzy książkę czytali, wiedzą, o co chodzi, a tym, którzy nie czytali, nie chcę psuć zabawy.

„Tajemnica Tomka Sawyera” jest musicalem dla dzieci, który z przyjemnością obejrzą też dorośli. Oprawa muzyczna została przygotowana bardzo dobrze, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że muzykę do spektaklu napisał Sławomir Wierzcholski, lider zespołu „Nocna Zmiana Bluesa”. Blues rzeczywiście dominuje na scenie, chociaż nie tylko, spektakl jest po prostu bardzo dobrym musicalem. Podobała mi się też choreografia, przygotowanie taneczne aktorów, którzy dają na scenie popis bardzo wysokiej sprawności fizycznej. Spektakl jest dynamiczny, nie sposób się na nim nudzić.

Z zespołu występującego na scenie szczególną uwagę zwróciłem na panie, co w moim przypadku – mężczyzny – jest chyba naturalne? :-) Zarówno Katarzyna Kanabus (Becky), Julia Szewczyk (Amy) jak i Danuta Błażejczyk w roli ciotki Polly prezentują bardzo dobre umiejętności aktorskie i wokalne; z Danutą Błażejczyk, pochodzącą z moich rodzinnych Puław, dzięki uprzejmości Iwony Kondras ze śremskiej biblioteki miałem okazję zamienić kilka słów na scenie po spektaklu – okazało się, że mamy wspólnych znajomych. Kobiety i dziewczęta na widowni większą uwagę zwracały pewnie na mężczyzn: Macieja Dybowskiego (w roli Tomka) i Karola Osentowskiego (Huck), którzy .też zagrali bardzo dobrze.

Warto wybrać się na „Tajemnicę Tomka Sawyera” – nie tylko na Dzień Dziecka.

Łazienki

Drugi weekend maja 1987 roku pozostałem w Warszawie. Byłem sam w moim pokoju w domu studenckim na „Żwirkach”, moi dwaj współlokatorzy, studenci prawa, wyjechali do domów. Kończyły się moje studia na germanistyce. Zajęć miałem już niewiele, gotowa była też praca magisterska, w której porównywałem prasę zachodnioniemiecką i enerdowską, pozostało ją tylko oddać do przepisania na maszynie i oprawy. Zacząłem już uczyć się do egzaminu magisterskiego, który chciałem zdać w czerwcu. Oznaczało to konieczność powtórzenia przedmiotów z pięciu lat: cała gramatyka opisowa, strukturalna, konfrontatywna, historyczna, seminarium magisterskie z semantyki, ogrom materiału, ale jak długo można ślęczeć w akademiku nad notatkami z ubiegłych lat i książkami?

Nie chciało mi się schodzić na dół do sali telewizyjnej, na studiach w ogóle mało oglądałem telewizji. Nie miałem też radia – krótko wcześniej mój współlokator przypadkiem złamał antenę w moim radiomagnetofonie i oddałem go do naprawy. Sobotę 9 maja spędziłem głównie w moim pokoju, w niedzielę postanowiłem pojechać do Łazienek, na koncert chopinowski.

Mieszkając w Warszawie, w Łazienkach byłem wielokrotnie, moja znajomość parku była jednak dość powierzchowna, ograniczała się do spaceru alejami, koło pływających po stawach białych łabędzi i przemykających obok spacerowiczów wiewiórek. Chyba tylko raz byłem we wnętrzach Pałacu na Wyspie, inne budowle znałem tylko z zewnątrz, Zamek Ujazdowski do dzisiaj znam tylko z fotografii.

Przez cztery lata studiów w Warszawie nie byłem też ani razu na koncertach chopinowskich, sławnych w całej Polsce, które od lat odbywają się pod pomnikiem Chopina. Czas to nadrobić, przecież niedługo wyjadę ze stolicy i może już nigdy nie będę miał okazji ich posłuchać.

Dzień był ciepły i słoneczny. Wokół amifiteatralnie położonego pomnika Chopina zgromadziło się dość dużo słuchaczy, chociaż spodziewałem się ich większej liczby. Nie było rozgardiaszu, ludzie rozmawiali przyciszonymi głosami, w parku śpiewały ptaki. Nie przysłuchiwałem się rozmowom, czekałem tylko na koncert.

Nikt z organizatorów nie zapowiedział pianistki, koncertu ani jego programu. Pianistka w długiej, ciemnej sukni po prostu wyszła na scenę i zaczęła grać.

Co sprawia, że muzyka fortepianowa tak silnie oddziałuje na mnie, jak i na bardzo wielu ludzi? Fortepian jest jednym z moich ulubionych instrumentów. Dwa lata wcześniej, kiedy byłem na II czy III roku studiów, przeżywałem krótką fascynację klawesynem, teraz jego brzmienie jest dla mnie zbyt metaliczne, drażniące. Uwielbiam orkiestry smyczkowe, ale nie lubię słuchać skrzypiec solo, które dopiero w kwartecie, zrównoważone altówką i wiolonczelą, dają czasami niebiańskie wrażenia estetyczne. Fortepian, obok gitary, jest jednym z nielicznych instrumentów, których potrafię słuchać godzinami, kiedy grają solo.

Nad Łazienkami popłynęła muzyka Chopina – mazurki, preludia, nokturny… Polskość zaklęta w nuty, kwintesencja romantyzmu. I to miejsce… Pomnik Chopina nad taflą wody, piękna wiosenna pogoda nadawały koncertowi aurę odświętności, a przy tym harmonii. Tylko dlaczego wszystkie utwory w tonacji mollowej? Dlaczego ewokują tak smutną atmosferę?

* * *

W poniedziałek rano poszedłem po zapałki do kiosku „Ruchu” po drugiej stronie ulicy Żwirki i Wigury, przy której mieścił się mój akademik. Mężczyzna przede mną chciał kupić gazetę, ale gazet już nie było.

– Panie, dzisiaj gazety kupowali nawet tacy, co nigdy gazet nie kupują – powiedział kioskarz – po tym wypadku…

– Wypadku? – spytałem. – Coś się stało?

Kioskarz spojrzał na mnie.

– W sobotę w Lesie Kabackim rozbił się samolot do Nowego Jorku. Wszyscy zginęli.

Po weekendzie wrócili moi współlokatorzy z pokoju. Do jednego z nich wpadli koledzy z roku, rozmowa zeszła też na katastrofę w Kabatach.

– A ja to chyba ostatni w Polsce dowiedziałem się o tym – powiedział jeden z nich. – Dopiero w sobotę po południu kumpel po mi o tym powiedział i usłyszałem o tym w wiadomościach.

Nie odpowiedziałem.

Napisane w 30. rocznicę katastrofy polskiego iła w Lesie Kabackim.

Teatr Miejski w Lesznie – „Abonament na szczęście”

„Abonament na szczęście” Agnieszki Osieckiej był drugą sztuką, którą widziałem w Teatrze Miejskim w Lesznie. Wrażenie było z pewnością lepsze niż w przypadku „Zagraj to jeszcze raz, Sam” Woody’ego Allena. Czy byłem w pełni usatysfakcjonowany? Chyba nie, i podobnie jak w przypadku sztuki Allena wina leży raczej po stronie materiału literackiego niż spektaklu.

Na przedstawieniach wykorzystujących piosenki Agnieszki Osieckiej byłem wielokrotnie, po raz pierwszy na „Niech no tylko zakwitną jabłonie” w warszawskim teatrze „Syrena” ponad 30 lat temu. Osiecką na scenie kina „Słonko” śpiewały też śremskie piosenkarki – Julia Rybakowska, Dorota Grzywaczyk czy Anna Laska, a w maju 2014 r. w Julia Rybakowska, od dłuższego czasu aktorka Teatru Nowego z Poznania, zaprezentowała w „Słonku” swój spektakl piosenek Osieckiej „Byle nie o miłości”. Tytuł przewrotny, bo piosenki były tylko o miłości. Czy Osiecka w ogóle pisała piosenki o czymkolwiek innym? Są i takie, trzeba jednak przyznać, że sprawy sercowe zajmowały w jej utworach – jak i w życiu – dominującą rolę.

Biografia Agnieszki Osieckiej jest dobrze znana – jej nieprzystosowanie do życia we współczesnym świecie, zwłaszcza PRL, związki z mężczyznami, między innymi Hłaską, Frykowskim, Passentem i wieloma innymi, neurotyczność, wreszcie alkoholizm. Życie to znalazło odbicie w jej twórczości, traktującej właśnie o uczuciach, o poszukiwaniu miłości. Bardzo wiele z jej piosenek weszło na stałe do kanonu polskiej kultury, myślę, że pozostaną one żywe również za kilkadziesiąt lat. Na pewno nie jest to grafomania, którą zasypuje nas większość tekściarzy, ale nie jest to też – moim zdaniem – kultura wysoka. Kiedy słucham piosenek Osieckiej, przypominają mi się słowa Witolda Gombrowicza wypowiedziane w jego „Dzienniku” o Henryku Sienkiewiczu: „Potężny geniusz! – i nigdy chyba nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego”. Ten pewien dystans do piosenek Osieckiej jest chyba też uwarunkowany różnicą płci. Dla mnie jako mężczyzny temat miłości w literaturze również może być pociągający, ale jeśli autor (częściej autorka) nie pisze o niczym innym, staje się to nudne.

Grę Beaty Kawki, dyrektor artystycznej teatru w Lesznie, która wcieliła się w postać Agnieszki Osieckiej, oceniłbym na czwórkę. Publiczności (również mnie) szczególnie podobały się jej wygłaszane z kresowym zaśpiewem cytowane wypowiedzi (o mężczyznach i nie tylko) ciotki Osieckiej, z drugiej strony od aktorki tej klasy oczekiwałbym większej ekspresji w odgrywaniu tak tragicznej postaci, jaką była Osiecka. Trochę zbyt dużo było też pomyłek w podawaniu tekstu – może aktorka miała gorszy dzień?

Najatrakcyjniejsza jest oczywiście warstwa muzyczna spektaklu. Piosenek Agnieszki Osieckiej słuchamy w wykonaniu Anastazji Simińskiej, Agaty Walczak i Karola Dominiaka. Aranżacja piosenek, które są śpiewane przez aktorów wspólnie, z podziałem na role, przy akompaniamencie fortepianu i gitary, sprawia, że stają się one piosenkami aktorskimi, słucha się ich inaczej niż na przykład na festiwalu w Opolu. Słyszymy zarówno utwory bardzo popularne jak i mniej znane, wszystkie wykonane profesjonalnie, podobają się widzom. Należy też pamiętać, że sławę Agnieszka Osiecka zawdzięcza nie tylko walorom literackim swoich utworów, ale przede wszystkim temu, że po prostu miała szczęście do bardzo dobrych kompozytorów, którzy napisali dziesiątki przebojów do słów jej piosenek.

Przedstawienie w Lesznie jest dobrym spektaklem muzycznym, prezentującym piosenki najbardziej znanej polskiej autorki tekstów, o życiu samej Agnieszki Osieckiej nie dowiemy się jednak z niego wiele. Nurtuje mnie pytanie, czy ktoś kiedyś napisze sztukę o prawdziwym, dramatycznym życiu Osieckiej, jej chorobie, konfliktach z otoczeniem, chwilach szczęścia i załamania. Musiałaby to być jednak całkiem inna sztuka…

Bilans 2016

Zestawienie moich wypraw rowerowych w 2016 roku
Styczeń
1 stycznia – Gostyń: kościół św. Małgorzaty
9 stycznia – Poznań: Biblioteka Raczyńskich (wystawy o Aleksandrze Janta-Połczyńskim oraz „Książka i co dalej… 25 lat”)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawy „Awers i rewers” i „Ex katedra”)
16 stycznia – Poznań: Teatr Muzyczny (Krakowski Salon Poezji Anny Dymnej: Jan Nowicki czyta poezje Mariana Hemara)
23 stycznia – Wrocław: Centrum Kultury Zamek na Leśnicy (wystawa twórczości Edwarda Dwurnika), rowerem tylko do Czempinia, dalej, do Wrocławia Mikołajowa, pociągiem
– Muzeum Współczesne Wrocław (wystawa twórczości Poli Dwurnik)
– Muzeum Narodowe we Wrocławiu (wystawa „Kody pamięci” – obrazy Śląska w grafice i rysunku)
30 stycznia – Poznań: Biblioteka Raczyńskich (wystawa „Książka i co dalej… 25 lat”)
– Wielkopolskie Muzeum Wojskowe (spotkanie „Lotnicze opowieści” z Tomaszem Niziołkiem na wystawie „Kruche jak ważki”)
Luty
6 lutego – Gostyń: udział w konwencie fantastyki Gostkon
13 lutego – Poznań: Targi Turystyczne Tour Salon
– Festiwal Podróżniczy Śladami Marzeń
20 lutego – Poznań: Biblioteka Raczyńskich (wystawa o Janie Palachu)
– Muzeum Narodowe (wykład Olgi Gałuszek o portrecie Jana Kasprowicza Fryderyka Pautscha)
27 lutego – Poznań: Muzeum Etnograficzne (Dzień Indonezyjski)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawa „Bóg i dziewczyna” Ady Karczmarczyk)
Marzec
5 marca – Poznań: Muzeum Henryka Sienkiewicza
12 marca – Poznań: Biblioteka Raczyńskich (wystawa poświęcona 30-leciu „Czasu Kultury”)
– Muzeum Narodowe (wykład Piotra Szaradowskiego o malarstwie pejzażowym Jana Stanisławskiego)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawy Sławomira Kuszczaka i „Nowy obraz / nowe spojrzenie”)
– Muzeum Powstania Wielkopolskiego (wystawa poświęcona 100-leciu wybuchu powstania wielkanocnego w Irlandii)
19 marca – Poznań: Targi Edukacyjne
– Na targach: gala projektu „Szkoła dziedzictwa – Projekt 966” z wykładem Artura Dębskiego „Piękne, dumne i mądre” o postaciach Dobrawy, Regelindy i Sygrydy
Kwiecień
2 kwietnia – Poznań: Palmiarnia (impreza „Global Village”)
– Muzeum Powstania Wielkopolskiego (wystawa poświęcona 100-leciu wybuchu powstania wielkanocnego w Irlandii)
– Zamek Cesarski (wystawa „60 zdań polskich”)
16 kwietnia – Poznań: Muzeum Narodowe (wystawa „Imagines Medii Aevi” i wykład o amerykańskim designerze Davidzie Carsonie)
– Salon Muzyczny Feliksa Nowowiejskiego (koncert gitarowy uczniów studium muzycznego „Świat Gitary”)
– Aula Nova Akademii Muzycznej (koncert „Liebste Clara! Geliebte Clara! Kwartety fortepianowe dla wyjątkowej artystki”)
23 kwietnia – Poznań: Dni Otwarte Szkoły Tłumaczy i Języków Obcych
– Muzeum Historii Miasta Poznania (wystawa „Rok 1966 w Poznaniu. Oficjalnie i zwyczajnie”)
30 kwietnia – Szreniawa: Muzeum Rolnictwa (wystawy „Święty Izydor wołkami orze” i „Wierzbowanie” Antoniego Ruta)
30 kwietnia – Poznań: Zamek Cesarski (wystawa World Press Photo)
– Biblioteka Raczyńskich (wystawa „Posnaniana”)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawa „Poza Poznaniem”)
Maj
7 maja – Poznań: Biblioteka Uniwersytecka (Dzień Darmowego Komiksu)
– Teatr Muzyczny: spektakl „Skrzypek na dachu”
14 maja – Wrocław: Noc Muzeów
– Centrum Sztuki WRO
– Muzeum Narodowe (wystawy Zbigniewa Paluszaka, „Druki wrocławskiego Kalamburu”)
– Muzeum Pana Tadeusza
– Galeria Miejska (wystawa „Magical Dreams”)
– Pałac Królewski (wystawy „Arcydzieła malarstwa polskiego przełomu XIX i XX” i „Sztuka prześladowana. Heinrich Tischler i jego wrocławskie środowisko”)
W drodze do Wrocławia:
– Rawicz: muzeum
– Żmigród: Zespół Placówek Kultury
– Trzebnica: Gminne Centrum Kultury
21 maja – Poznań: Noc Muzeów
– Muzeum Narodowe (wystawa grafik z kolekcji Carlosa van Hasselta i Andrzeja Niewęgłowskiego)
– Muzeum Henryka Sienkiewicza (wystawa „Podróże Sienkiewicza”)
– Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego (wystawa i wykład poświęcone hrabinie Cosel, koncert pieśni romantycznych)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawa Marka Sobczyka „Muzeum w cudzysłowie”)
28 maja – Poznań: Biblioteka Raczyńskich (wystawy „Człowiek potrzebuje do życia ogrodów i bibliotek” Elizabeth Blackwell i „Inspirujące ilustracje” Elżbiety Krygwskiej-Butlewskiej)
– Muzeum Narodowe (wystawa Jana Lenicy)
– Muzeum Powstania Wielkopolskiego (wystawa „Chłop potęgą i… kułakiem”)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawa ilustracji Katarzyny Bajerowicz)
Czerwiec
4 czerwca – Wrocław: Muzeum Narodowe (wystawa „Modna i już! Moda w PRL”)
11 czerwca – Puszczykowo: Muzeum Arkadego Fiedlera (impreza „Orinoko nad Wartą”)
11 czerwca – Poznań: Aula Nova Akademii Muzycznej (koncert zespołu Archi D’Amore Zelanda)
18 czerwca – Kalisz: spektakl „K. albo wspomnienie z miasta” w Teatrze im. Bogusławskiego
– Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej (wystawa „Etnografowie w terenie”)
Po drodze:
– Pleszew: muzeum (wystawa poświęcona życiu muzycznemu w Pleszewie w II połowie XX wieku)
– Gołuchów: Ośrodek Kultury Leśnej (ekspozycja stała i czasowe)
25 czerwca – Poznań: Śluza Katedralna (wystawa „Za kurtyną milczenia” poświęcona Poznańskiemu Czerwcowi)
– Biblioteka Raczyńskich (wystawa „Ślady Czerwca ‘56”)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawa „Wańka Wstańka” Jerzego Kaliny, spotkanie z artystą)
– spektakl „Ojczyzna” Krystyny Miłobędzkiej w Teatrze Polskim
Lipiec
2 lipca – Konin: Muzeum Okręgowe (wystawa stała i czasowe, m.in. „Powstanie styczniowe w prasie zagranicznej”)
9 lipca – Poznań: Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych „Animator”
16 lipca – Wrocław: Pałac Królewski (wystawa stała i dwie czasowe: „Marc Chagall i artyści europejskiej awangardy” i „Sztuka prześladowana – Heinrich Tischler i jego wrocławskie środowisko”)
23 lipca – Szreniawa: Muzeum Rolnictwa (wystawa „Ormianie – historia i kultura”
23 lipca – Poznań: Zamek Cesarski (wystawa „Na balkonie”)
– Nowa Gazownia (wystawa „Słabe fundamenty” Iwony Ogrodzkiej i Karoliny Balcer)
– Brama Poznania (wystawa „Stare obrazki ze zwierzętami”)
30 lipca – Gniezno: Muzeum Początków Państwa Polskiego (wystawy „Miecze Europy” i „Chrzest – św. Wojciech – Polska”)
– Koronacja Królewska (wykłady popularnonaukowe)
Sierpień
6 sierpnia – Kalisz: Centrum Rysunku i Grafiki (wystawa „Kulis na lato – Szlembark” Tadeusza Kulisiewicza)
– Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej (wystawa stała i czasowa „Z teatralnego lamusa”)
13 sierpnia – Poznań: Galeria Miejska Arsenał (wystawa „Ryszard Kaja świat oswaja”)
– Muzeum Powstania Wielkopolskiego
20 sierpnia – Leszno: Leszno Barok Plus Festiwal (koncert muzyki Giovanniego Antonia Pandolfi-Mealli w Wieży Ciśnień i koncert fortepianowy Kayo Nishizimu w Synagodze)
20 sierpnia – spektakl „Sąsiadka” Studia Dono Komedianty Trupa dell’Arte podczas Leszno Barok Plus Festiwal
27 sierpnia – Poznań: Galeria Miejska Arsenał (wystawa białoruskiego artysty-dysydenta Alexandra Pushkina)
– Muzeum Powstania Wielkopolskiego (wystawa szabel należących do oficerów II Rzeczpospolitej)
Wrzesień
3 września – Ostrów Wlkp.: Biennale Małej Formy Graficznej i Ekslibrisu
10 września – Wrocław: Centrum Kultury Zamek na Leśnicy (wystawa „Asymetryczna dama” Witkacego)
– Muzeum Współczesne Wrocław (wystawy „Stosunki pracy”, „Found Photos in Detroit” i „Lost and Found”)
17 września – Zielona Góra: galeria BWA (wystawy „Życie artystyczne Zielonej Góry w latach 1945-2016” i „Wielkie mi rzeczy” Pauliny Poczętej)
– spektakl „Szklana menażeria” w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze
24 września – Poznań: Muzeum Henryka Sienkiewicza (wystawa „Quo Vadis w sztuce)
– Biblioteka Raczyńskich (wystawy „Nowy poczet władców Polski” Waldemara Świerzego i „Retrospekcja. Z archiwum Wydawnictwa Poznańskiego)
– Zamek Cesarski (wystawa „Wszyscy jesteśmy migrantami”)
– Akademia Muzyczna (koncert finałowy Letniej Akademii Muzyki Dawnej w Poznaniu)
Październik
8 października – Poznań: Mediations Biennale (wystawy w Muzeum Archidiecezjalnym, Muzeum Narodowym i Centrum Kultury Zamek)
22 października – Poznań: Biblioteka Raczyńskich (wystawy „Świat Dobrawy i Mieszka I” i poświęcona Conradowi Drzewieckiemu)
– Muzeum Narodowe (wykład Agnieszki Skalskiej na temat „Portretu Ireny Solskiej” Stanisława Wyspiańskiego)
29 października – Poznań:Teatr Muzyczny (Krakowski Salon Poezji Anny Dymnej: Daniel Olbrychski czyta poezje Jana Iwaszkiewicza)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawa stereofotografii „Diableries”, „Biblia w grafikach Jerzego Piotrowicza”, „Pracownia Otwartych Interpretacji Sztuki” i prace z konkursów im. Marii Dokowicz)
Listopad
5 listopada – Biblioteka Raczyńskich (wystawa ekslibrisów w ramach VII Konkursu na Ekslibris im. Klemensa Raczaka)
– Festiwal Słowa w Piosence „Frazy” (wykład „Literatura i eseistyka czechosłowacka w drukach drugiego obiegu” Dobrochny Dabert)
12 listopada – Wrocław: Centrum Kultury Zamek na Leśnicy (wystawa twórczości Daniela Mroza), rowerem tylko do Czempinia, dalej, do Wrocławia Mikołajowa, pociągiem
– Muzeum Narodowe we Wrocławiu (wystawa Bartholomeusa Strobla)
20 listopada – Poznań: Galeria u Jezuitów (wystawa Ukjese van Kampena)
– Galeria Miejska Arsenał (wystawa „Tkanki”)
– IV Koncert Muzyki Kameralnej
26 listopada – Poznań: Muzeum Henryka Sienkiewicza (wystawa z okazji 100. rocznicy śmierci pisarza)
– Biblioteka Raczyńskich (wystawa „Poznań i Wielkopolska pod zaborem pruskim 1815-1918”)
– Muzeum Narodowe (wykład Małgorzaty Baher poświęcony twórczości Leona Wyczółkowskiego)
Grudzień
3 grudnia – Poznań: Biblioteka Raczyńskich (promocja przekładu „Małego księcia” na gwarę poznańską)
10 grudnia – Poznań: Muzeum Narodowe (wystawa plakatów Uwe Loescha i spotkanie „W poszukiwaniu typograficznych inspiracji” z Marianem Misiakiem)

Katowice_July_2013_126

Graffiti w Katowicach. Źródło: Wikipedia (użytkownik Piotrus)

IV Koncert Muzyki Kameralnej

20 listopada – wyjazd na IV Koncert Muzyki Kameralnej w Galerii u Jezuitów w Poznaniu. Dotychczas byłem tylko na jednym koncercie z tego cyklu – II, w październiku ubiegłego roku. Koncerty I i III odbyły się chyba w maju, kiedy na różne wydarzenia kulturalne wyjeżdżam już w dłuższe trasy, dlatego je opuściłem.

Po deszczowej sobocie w niedzielę wyszło słońce. Na niebie widać samoloty lecące z Warszawy albo Ukrainy do Europy Zachodniej; kiedyś korytarzem powietrznym nad Czempiniem i Śremem latało też dużo samolotów do Indii, Azji Południowo-Wschodniej i Australii, po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu nad Ukrainą zmieniono jednak trasy wielu rejsów.

W galerii jestem na pół godziny przed koncertem, który ma się rozpocząć o 12. Czas wykorzystuję na zwiedzenie wystawy Ukjese van Kampena – kanadyjskiego malarza pochodzenia indiańskiego (wywodzi się z Jukonu). Obrazy malowane techniką akrylową, przedstawienia przyrody, pejzaże, portrety, akty przypominają mi sztukę prymitywistów, ale też klasyczną i współczesną sztukę… japońską, są interesujące.

Sala powoli zapełnia się, obok mnie siedzi mama z kilkuletnią dziewczynką i jej dziadkiem, zamieniamy kilka słów, między innymi o Rogalinie, wreszcie zaczyna się koncert. Jak na II koncercie, program składa się z dwóch dużych utworów (sonatiny na flet i fortepian Aleksandra Tansmana i tria na obój, fagot i fortepian Francisa Poulenca) i kilku mniejszych. Zarówno sonatina jak i trio bardzo mi się podobają – to neoklasycyzm, do którego od dawna, podobnie jak do muzyki klasycznej, czuję upodobanie. Podoba mi się też „Morceau de Salon” na obój i fortepian Johanna Wenzela Kalliwody, kompozytora epoki późnego klasycyzmu, w Polsce tak mało znanego, że nawet nie ma własnego hasła w polskiej Wikipedii, jak też trzy fragmenty – transkrypcje na flet z „Czarodziejskiego fletu” Mozarta.

Jak widać, klasycyzm i neoklasycyzm zdominowały dzisiejszy koncert. Są też utwory współczesne kompozytorów związanych z Poznaniem – „Vitrage” Artura Kroschela, „Besvärjelsear” Barbary Kaszuby i „Wariacje na temat polskiej pieśni ludowej” Marii Ćwiklińskiej; wszyscy ci kompozytorzy są obecni na sali i odbierają gratulacje po występach. Z tych współczesnych utworów podoba mi się „Vitrage”, zaskakuje wygłaszanymi przez muzyków podczas gry uwagami, połączeniem słowa i muzyki „Besvärjelsear”, a niestety trochę nudzą „Wariacje”; ogólnie preferuję jednak muzykę dawniejszą. Zdaje się, że moja kilkuletnia sąsiadka jest podobnego zdania; podczas koncertu rysuje buzie w programie – wykrzywione przy pierwszych dwóch (współczesnych) kompozycjach i uśmiechniętą przy trzeciej (Kalliwody). Jak mi mówi po koncercie, podobał jej się też ostatni utwór – trio Poulenca.

Koncert, który miał trwać godzinę, przeciągnął się do prawie dwóch godzin, z pewnością jednak był udany – był też dla mnie cenną możliwością wysłuchania muzyki, która dość rzadko gości w salach koncertowych.

IV koncert kameralny

Na IV Koncercie Muzyki Kameralnej (fot. Ewa Fabiańska-Jelińska)

* * *

Po koncercie jeszcze przejazd do Galerii Miejskiej Arsenał na wystawę „Tkanki”. Tytuł wywołuje skojarzenia biologiczne; jak czytamy w katalogu, autorom i kuratorkom chodziło jednak raczej o tkanie. Naprawdę podoba mi się jedna praca – ogromne, zajmujące dużą część podłogi, futurystyczne miasto Jagody Krajewskiej, wykonane ze zwiniętych pasków papieru wyciętych z… książek telefonicznych. Rozlewająca się struktura sprawia wrażenie jakby żyjącej, i nic w tym dziwnego, w końcu została wykonana z materii organicznej. Może wpadnę tu jeszcze raz przy okazji kolejnej wizyty w Poznaniu? Teraz muszę już wracać do Śremu.

Letnia Akademia Muzyki Dawnej w Poznaniu

24 września – po zwiedzeniu trzech wystaw w Muzeum Henryka Sienkiewicza i Bibliotece Raczyńskich przejazd do Akademii Muzycznej, gdzie w auli im. Stefana Stuligrosza ma odbyć się koncert finałowy VIII Letniej Akademii Muzyki Dawnej. Koncert zaplanowano na godz. 12, do auli wchodzę za pięć dwunasta – jestem pierwszym słuchaczem.

Po chwili pojawiają się kolejne osoby, większość to chyba pracownicy i studenci Akademii, w tym mówiący po francusku profesor, osób spoza tego grona prawie nie ma, łącznie zgromadziło się nas na sali kilkanaście osób, muzycy razem z nami. Wykładowczyni z Akademii dyryguje wszystkim: trzeba odsunąć na bok pianoforte, aby nie zasłaniało klawesynu; mam dla was dyplomy, ale pan profesor musi jeszcze podpisać. Przepraszam, koncert jest trochę improwizowany, to znaczy każdy z muzyków decyduje, co chce zagrać. To kto z was zacznie? Pani? Jeszcze nie gotowa? No to pan, niech każdy z was zapowie utwór przed koncertem.

Czterech muzyków, czterech kompozytorów – Rameau, Telemann, Frescobaldi i Bach, czyli barok i styl galante. Trzy utwory na klawesyn, jeden na skrzypce. Już pierwsze dźwięki klawesynu powodują, że moja niechęć do metalicznego brzmienia instrumentu (jakże wolę współczesny fortepian!) powoli znika, może to z tego powodu, że taką muzykę na żywo, siedząc w pierwszym rzędzie, odbiera się inaczej niż z płyty. Szczególnie podoba mi się (wykonana w całości) suita Bacha. Brzmienie klawesynu fascynowało mnie w młodości, od dawna przedkładam nad niego fortepian, może jednak wrócę do klawesynu, pianoforte i innych poprzedników fortepianu?

To wszystko, dziękujemy, zapraszamy na następny koncert do Auli Nova w październiku; po 40-minutowym koncercie opuszczamy salę.

Kiedy ostatni raz byłem w auli im. Stefana Stuligrosza? Chyba w listopadzie ubiegłego roku na Międzynarodowym Konkursie Wokalnym Muzyki Dawnej „Canticum Gaudium”. Z frekwencją było wtedy trochę lepiej (przyszło kilkadziesiąt osób), występy konkursowe trwały też oczywiście dłużej, poza tym ta sama nieformalna atmosfera improwizacji, bardzo, bardzo daleka od gali koncertów w Auli Uniwersyteckiej, czy nawet Musica Sacromontana w Gostyniu. Nie mam zresztą nic przeciwko temu. Myślę, że młodzi muzycy dobrze się w niej czują, a osoby z zewnątrz, takie jak ja, mogą posłuchać dobrej muzyki w (prawie) profesjonalnym wykonaniu.