Słupia Wielka. Kościół św. Marcina w Śnieciskach

6 stycznia – w święto Trzech Króli wycieczka do Środy Wielkopolskiej, powrót do Śremu przez Słupię Wielką i Śnieciska.

Chociaż to tak blisko Śremu, jeszcze nigdy nie byłem w Słupi Wielkiej; do Środy zwykle jadę drogą wojewódzką i nie zapuszczam się do okolicznych wiosek, teraz za skrzyżowaniem z drogą krajową w Środzie skręcam w prawo. Słupia Wielka, kiedyś duży niemiecki majątek, to obecnie siedziba Centralnego Ośrodka Badawczego Odmian Roślin Uprawnych. Placówka o znaczeniu bynajmniej nie lokalnym ani regionalnym, posiada oddziały – stacje doświadczalne w całej Polsce, między innymi w Śremie na Wójtostwie. Centrala w Słupi to duży kompleks współczesnych budynków, do tego dawny pałac czy raczej dwór niemieckich właścicieli. Kiedy go widzę, nasuwa mi się skojarzenie z Martin-Gropius-Bau w Berlinie, nie z powodu skali budowli (Martin-Gropius-Bau jest ogromny), lecz jej architektury – oba budynki są w stylu neorenesansu włoskiego. Na szczęście mogę zobaczyć pałac z bliska, otaczający go park jest otwarty dla publiczności. Przy wejściu do pałacu zapisano nawet wyniki obserwacji meteorologicznych z kilku ostatnich dni – temperaturę, opady, kierunek wiatru; w Słupi Wielkiej jest stacja meteorologiczna, podobnie jak na Wójtostwie w Śremie.

Zastanawiam się jak Centralny Ośrodek Badawczy Odmian Roślin Uprawnych ma się do Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w moich rodzinnych Puławach. COBORU wydaje się większy, IUNG ma o wiele dłuższą tradycję i chyba też prestiż w Polsce, zatrudnia wielu utytułowanych naukowców. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę miał okazję zwiedzić pomieszczenia COBORU; dzisiaj jest to na pewno niemożliwe, jest święto.

Poza kompleksem COBORU Słupia Wielka to stacja kolejki wąskotorowej kursującej w sezonie ze Środy Wlkp. do Zaniemyśla, szkoła, przed którą stoi pomnik dwóch pilotów zestrzelonych w czasie kampanii wrześniowej i właściwie… nic więcej. Wioska jest zdominowana przez COBORU.

* * *

Jadę dalej w kierunku Śniecisk, częściowo tuż obok torów kolejki wąskotorowej, które są w dobrym stanie, lepszym niż linia ze Śremu do Czempinia, chociaż są już bardzo stare – na   szynach widzę nazwy zakładów metalurgicznych, które je wyprodukowały, i lata produkcji: początek XX wieku i koniec XIX wieku. Wreszcie dojeżdżam do kościoła św. Marcina w Śnieciskach, akurat na mszę, która się właśnie rozpoczęła.

W drewnianym zabytkowym kościele św. Marcina w Śnieciskach byłem już dwa albo trzy razy, w tym raz na odpuście 11 listopada. Jest ładny i ma swój klimat; z czterech kościołów w gminie Zaniemyśl podobają mi się dwa położone poza stolicą gminy – właśnie w Śnieciskach i w Mądrych (chociaż bardzo się różnią od siebie); oba są ciekawsze od dwóch zaniemyskich i przede wszystkim mają cenniejsze wyposażenie. W Śnieciskach zachowały się barokowe i rokokowe ołtarze, obrazy, sprzęty liturgiczne, gotycka kropielnica i krucyfiks. Odwiedzającym kościół po pierwszy raz najbardziej rzuca się w oczy polichromia Wiktoria Gosienieckiego, wykonana w latach 20.

Dla mnie jako germanisty najciekawsze są groby przy kościele, w których spoczywają Albert, Mathilde i Hugo Sarrazinowie, dawni właściciele Śniecisk, pochowano tu też małego Richarda, syna Alberta. W moich wycieczkach po Wielkopolsce rzadko spotykam się z przypadkami takiej dbałości o groby Niemców, pochodzące jeszcze z czasów zaborów. W tym przypadku przyczyna jest jasna – byli oni katolikami i kolatorami kościoła. Niemieckie cmentarze i groby ewangelickie zniknęły już z pejzażu Wielkopolski lub pozostały po nich tylko szczątki.

Kościół jest jedynym interesującym zabytkiem w Śnieciskach, dawny pałac Sarrazinów jest teraz szkołą i zatracił cechy zabytku; tylko przejeżdżam obok niego, kierując się w stronę Zaniemyśla i Śremu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.