Biblioteka Raczyńskich – Roman Brandstaetter

Poświęconą Romanowi Brandstaetterowi wystawę „Widziałem wielu bogów…” w Galerii Atanazego Biblioteki Raczyńskich udało mi się zobaczyć w jej ostatni dzień – 30 grudnia. Podróż rowerem ze Śremu do Poznania w temperaturze oscylującej około 0 °C okazała się tego warta – wystawa była jedną z najciekawszych, jakie w tym roku widziałem w Bibliotece Raczyńskich.

Twórczości Romana Brandstaettera nie znam, co powinno chyba zawstydzać, zważywszy, że był jednym z najwybitniejszych poznańskich pisarzy. Chociaż ta jego poznańskość, podobnie jak w przypadku Kazimiery Iłłakowiczówny, była w dużej mierze wynikiem przypadku i przymusu. Urodzony w żydowskiej rodzinie w Tarnowie, po studiach w Krakowie i Paryżu zamieszkał w Warszawie. Po wybuchu wojny uciekł do Wilna, skąd wyjechał do Palestyny (był już tam wcześniej, w 1935 roku). Po wojnie przez Egipt wyjechał do Włoch, wreszcie w 1948 roku powrócił do Polski. Krótko mieszkał w Poznaniu (w Krakowie, jako mieście „reakcyjnym”, nie mógł się osiedlić, w Warszawie, w stolicy, tym bardziej nie), w 1950 roku przeniósł się do Zakopanego, w 1960 roku powrócił do Poznania, gdzie mieszkał aż do śmierci w 1987 roku.

Te ciągłe wędrówki Brandstaettera zostały dobrze udokumentowane na wystawie, miały też istotne znaczenie dla jego twórczości – fascynacja Ziemią Świętą, Włochami, Asyżem, postacią świętego Franciszka znalazła odbicie w wielu jego dziełach. Mnie oczywiście najbardziej zainteresowały motywy poznańskie na wystawie. Zabawnie brzmi uzasadnienie „zesłania” Brandstaettera do Poznania, oznajmione mu przez Sokorskiego – że Poznań jest miastem endeków i komunistów, pisarz nie będzie więc się tam dobrze czuł. Endeków na pewno, ale komunistów? Sokorski chyba nie znał Poznania, co zresztą historia pokazała już wkrótce, 28 czerwca 1956 roku. Przepowiednia wyobcowania Brandstaettera w Poznaniu sprawdziła się natomiast całkowicie, co znowu jest analogią do życia Kazimiery Iłłakowiczówny. Podobnie jak poetka, Roman Brandstaetter czuł się w Poznaniu jak na wygnaniu, w jednym z listów eksponowanych na wystawie twierdzi, że miasto jest brzydkie i że on sam nie utrzymuje kontaktów z miejscowym środowiskiem literackim. Nie do końca było to prawdą, o czym świadczą inne listy; w życiu literackim Poznania Brandstaetter był chyba jednak rzeczywiście outsiderem, żyjącym we własnym świecie, poświęcającym się przede wszystkim rodzinie i twórczości.

Pisał poezje, dramaty, szkice historycznoliterackie, znany jest przede wszystkim z monumentalnej, czterotomowej powieści „Jezus z Nazarethu”, przełożonej na kilka języków. Również pozostała twórczość Brandstaettera przeniknięta jest chrześcijaństwem i Biblią, przetłumaczył też wiele ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Podczas wojny, w Jerozolimie, żydowski pisarz Roman Brandstaetter doznał nawrócenia i stał się pisarzem katolickim, nie przestając przy tym być Żydem.

Wystawa bardzo dobrze zaaranżowana – od intarsjowanego biurka pisarza z lewej strony Galerii Atanazego z leżącymi na nimi książkami przechodzimy do plansz i gablot z jego przedmiotami osobistymi, książkami, dokumentami, oryginałami listów z okresu międzywojennego, wojny i powojennego. Szczególnie interesują mnie listy, chociaż trudno je odczytać, pisarz miał dość nieczytelny charakter pisma, a wśród nich korespondencja pisarza między innymi ze Zbigniewem Herbertem, Melchiorem Wańkowiczem i najciekawsza z nich, z Kazimierą Iłłakowiczówną. Widać w niej wzajemną fascynację, chociaż relacje między obojgiem musiały być trudne. Chyba nigdy nie przeszli na ty, piszą do siebie „Szanowna Pani”, „Szanowny Panie”, admiracja przeplata się w nich z wzajemnymi wyrzutami i pretensjami, które na pewno nie były kokieterią. Cenne są też wspomnienia o Julianie Tuwimie, z którym Brandstaetter spotkał się w kawiarni w Zakopanem w dniu jego śmierci. Zapisane wtedy na kawiarnianej serwetce słowa Tuwima „Dla oszczędności zgaście światłość wiekuistą, gdyby mi miała kiedyś zaświecić” przeszły do legendy.

Minusem wystawy jest przede wszystkim zbyt powierzchowne potraktowanie nawrócenia Brandstaettera. Właściwie nie ma o nim żadnych dokładniejszych informacji, wystawa milczy o jego motywach. A przecież nawrócenie to było nie tylko bardzo doniosłym (najdonioślejszym?) wydarzeniem w życiu Brandstaettera, ale łączyło się też z tragedią dla jego najbliższych. Nawrócenie było przyczyną rozwodu z jego pierwszą żoną, Żydówką Tamarą Karren; później pisarz poślubił Reginę Wiktorównę. Tamara zresztą nadal utrzymywała kontakty z Brandstaetterami; do jakiej gry uczuć musiało dochodzić między tym trojgiem?

Drugim minusem jest zbyt płytkie opisanie relacji z komunistyczną władzą. Jak katolicki pisarz radził sobie w PRL, zwłaszcza w jego pierwszej fazie, w latach stalinowskich? Na wystawie pojawiają się wzmianki o walce z cenzurą, o przemieleniu już wydrukowanych książek; z drugiej strony pisarz był honorowany, otrzymywał odznaczenia. To bardzo zawikłane sprawy stosunków między władzą i twórcami w PRL, na które można było szerzej zwrócić uwagę.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.