Muzeum Regionalne w Kościanie – Kościańska konspiracja wojskowa 1939-1945

17 grudnia – wyjazd na wystawę czasową do muzeum w Kościanie, wyjątkowo w niedzielę, ponieważ sobotę miałem zajętą (zaproszenie na ślub znajomej w Śremie). Ale to i lepiej, dzięki temu po przyjeździe do Kościana jeszcze przed otwarciem muzeum będę miał okazję po raz kolejny przypomnieć sobie miejscową farę. Trafiam akurat na końcówkę mszy; po nabożeństwie widok, który w tym kościele zawsze mnie fascynował – pod epitafiami, w narożach nawy gromadzą się grupki osób, chyba członków parafialnych grup modlitewnych, osobno kobiety i osobno mężczyźni, rozmawiają, przekazują sobie informacje i przede wszystkim dzielą się  opłatkiem i składają sobie życzenia z okazji zbliżających się świąt. W śremskich kościołach takiego zwyczaju nie ma.

W Muzeum Regionalnym w kościańskim ratuszu wita mnie młody mężczyzna, z którym już kilkakrotnie miałem okazję się spotkać – ostatnio na wystawie fotografii z Parku Krajobrazowego im. Dezyderego Chłapowskiego, która była eksponowana w głównej sali wystaw czasowych. Obecna wystawa „Kościańska konspiracja wojskowa 1939-1945” jest mniejsza od tamtej, nie jest pokazywana w głównej sali, lecz w przejściu pomiędzy pomieszczeniami i różni się formą ekspozycji – chociaż na wystawie jest też trochę książek, medali czy nawet książeczka pracy (Arbeitsbuch) należąca do jednego z członków konspiracji, wystawa ma charakter przede wszystkim planszowy. Nie bardzo lubię tej formy prezentacji, w muzeach wolę autentyczne przedmioty, a plansze tylko jako konieczne ich uzupełnienie, objaśnienie, chętnie zapoznam się jednak z wystawą i podzielę się wrażeniami z niej z pracownikiem muzeum.

– Ciekawe… Moje ogólne wrażenie z wystawy jest takie, że działalność konspiracyjna w Kościanie była bardziej rozwinięta niż w Śremie. Więcej nazwisk, organizacji. W Śremie prawie ich nie było, a i dzisiaj znajomość tej tematyki jest raczej powierzchowna. Pamiętam, jakiś czas temu przyszedł do mnie klient mieszkający w Śremie przy ulicy Adamskiego. Kiedy zapytałem go, kim był ten Adamski, odpowiedział, że jakimś muzykiem. Rzeczywiście przed wojną grał na trąbce w orkiestrze harcerskiej, ale zasłużył się przede wszystkim jako konspirator w Związku Walki Zbrojnej; został aresztowany i stracony w więzieniu na Młyńskiej. Może więc i w Śremie była żywa działalność konspiracyjna, tylko mało o niej wiemy. Przydałaby się taka wystawa w Śremie. O pewnych formach ruchu oporu, które były tu w Kościanie, w Śremie w ogóle jednak nie słyszałem, na przykład o skrytkach na broń, materiały wybuchowe itp., które w Kościanie i Czempiniu pozostawiło wycofujące się wojsko, do wykorzystania przez polskich dywersantów, do którego to wykorzystania zresztą nie doszło. W Śremie chyba tego nie mieliśmy.

– Może z tego powodu, że w Śremie była jednostka wojskowa, garnizon – zauważa mężczyzna.

– Możliwe. W pierwszych dniach września w Śremie stacjonował też sztab Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, który kierował obroną całej południowo-zachodniej Wielkopolski, w kampanii wrześniowej Śrem odegrał więc trochę inną rolę. Potem, już po zajęciu przez Niemców, w ramach akcji „Tannenberg” doszło do pamiętnej publicznej egzekucji 20 października, która była częściowo następstwem sądu polowego i rozstrzelania w śremskim parku 3 września Niemców z Leszna przez wycofujące się polskie oddziały.

– W Kościanie taka egzekucja odbyła się 23 października, też była odpowiedzią na rzekome zamordowanie Niemca przez Polaków, w rzeczywistości była to niemiecka prowokacja.

– Na jednej z pierwszych plansz widzę tu siedzibę starostwa z podpisem o „znienawidzonym” landracie dr. Liese. Dlaczego znienawidzonym?

– Bardzo negatywnie zapisał się w pamięci miejscowej ludności, również z powodu wspomnianej egzekucji. Pisał nawet do gauleitera Greisera z żądaniami zaostrzenia terroru wobec Polaków. Podobno walczył potem w Afrika-Korps i znalazł się w niewoli w Kanadzie, ale do końca nie wiadomo, co się z nim stało.

– Interesujące… Ja w 2008 roku, podczas wycieczki rowerowej w Niemczech, spotkałem wnuka landrata śremskiego – Hermanna Mittendorfa. Poszukałem wtedy w źródłach, popytałem starszych śremian i okazało się, że zapamiętali go raczej pozytywnie. Po wojnie miał sprawę sądową, groziła mu kara śmierci, ale dzięki wstawiennictwu Polaków uniknął wyroku. Oczywiście wysłałem potem wnukowi do Niemiec informacje o jego dziadku, podziękował i obiecał, że przekaże je rodzinie.

Rozmawiamy jeszcze o wielu innych sprawach; przechodzę do kolejnych plansz, na których jest przedstawiona historii Armii Narodowej, Związku Walki Zbrojnej w Kościanie, sylwetki poszczególnych konspiratorów, w tym członków tak zwanego Paktu Czterech. Na końcu wystawy plansze poświęcone Batalionom Chłopskim i Szarym Szeregom; nie mogło oczywiście zabraknąć Floriana Marciniaka, naczelnika harcerskiej organizacji Szare Szeregi.

– W Śremie też o nim pamiętamy, podobnie jak o Dezyderym Chłapowskim, ma swoją ulicę, ale Kościan ma oczywiście do niego większe prawo, w końcu urodził się w Gorzycach pod Czempiniem, na ziemi kościańskiej.

Na wystawie i rozmowie z pracownikiem muzeum spędzam ponad godzinę. Czy Muzeum Śremskie wpadnie kiedyś na pomysł zorganizowania podobnej wystawy?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.