Zamek w Kórniku

9 grudnia – wyjazd do Zamku w Kórniku; po kilku latach nieobecności chcę sobie przypomnieć wnętrza najsłynniejszego zabytku w okolicach Śremu.

W Zamku w Kórniku po raz pierwszy byłem w 1986 roku. Miałem wtedy praktyki studenckie w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu i nasi opiekunowie postanowili też zawieźć nas do Biblioteki Kórnickiej. Niewiele pamiętam z tej wizyty, oprócz tego, że już po jej zakończeniu, kiedy czekaliśmy na przystanku na rynku na powrotny autobus miejski jadący na rondo Rataje, na przystanek podjechał też autobus PKS ze Śremu do Poznania. Nie przypuszczałem wtedy, że za rok wrócę tu i że zamieszkam właśnie w tym Śremie.

Od 1987 roku byłem częstym gościem w Zamku w Kórniku. Główny korpus pałacu w Rogalinie został właśnie zamknięty na czas trwającego prawie 30 lat remontu, Kórnik był więc atrakcyjniejszy dla turystów, no i miał lepsze połączenia komunikacyjne z Poznaniem i Śremem. Do Kórnika pojechaliśmy też z kolegą ze studiów, który ze swoją dziewczyną odwiedził mnie w Śremie w 1990 roku; zamek podobał mu się, chociaż myślał, że będzie o wiele większy.

Nic dziwnego, że kiedy w latach 90. poszedłem na moje kolejne studia – anglistykę, na IV roku jako temat mojej pracy magisterskiej wybrałem sobie „The Influence of English Architecture on Kórnik Castle”. Pisałem przede wszystkim o okresie przebudowy zamku w stylu neogotyku angielskiego przez Tytusa Działyńskiego w XIX wieku, ale nie mogłem też pominąć wcześniejszych (i późniejszych) epok. Stałem się jakby specjalistą od historii Zamku w Kórniku, bardzo dużo wiedziałem nie tylko o jego architekturze, lecz również o mieszkańcach – Górkach, Działyńskich, Zamoyskich; później, w 2008 roku, o Zamku w Kórniku napisałem też hasło w Wikipedii.

Po ukończeniu studiów w 1999 roku byłem jeszcze kilkakrotnie w zamku, przeważnie jednak tylko jako tłumacz na ślubach, które tu często się odbywają, ostatni raz zwiedzałem go tak dawno temu, że postanowiłem sobie przypomnieć jedną z najsłynniejszych siedzib magnackich w Polsce.

Turystów przyjeżdżających do zamku w Kórniku wita jego świeżo (miesiąc temu) odremontowana elewacja północna. Szarość ustąpiła beżowi; dla wielu kórniczan to kontrowersyjna zmiana, mnie się podoba (odnowioną fasadę widzę po raz pierwszy, podczas mojej ostatniej wizyty w Kórniku 1 listopada była jeszcze zasłonięta rusztowaniami), mam nadzieję, że i pozostałe elewacje zamku zostaną tak pomalowane, oczywiście z wyjątkiem wieży, która jako kontrast musi pozostać nieotynkowana i zachować swój surowy wygląd. Po wejściu do zamku jak zwykle trzeba włożyć kapcie (Kórnik jest jednym z niewielu muzeów w Polsce, gdzie wymóg ten jeszcze się zachował, zabytkowe posadzki jednak tego wymagają) i już można zacząć zwiedzanie.

Sama ekspozycja niewiele się zmieniła od czasu mojej ostatniej wizyty, dużo zmian jest natomiast w opisach poszczególnych pomieszczeń. Dodano aplikację na telefon komórkowy (nie mam komórki, więc z niej nie korzystam), przede wszystkim jednak znacznie rozbudowano opisy sal, przynajmniej na parterze. I bardzo dobrze, jestem ciekaw szczegółów, co przedstawiają poszczególne obrazy, kiedy i z jakich materiałów zbudowano zachowane w zamku meble. Szczegółowe opisy są w sieni, pokoju Jana Działyńskiego i Władysława Zamoyskiego, sypialni Celiny Działyńskiej, salonie i dalszych pomieszczeniach. Szkoda tylko, że opisy te czasami nie pokrywają się z rzeczywistym wyglądem ekspozycji – części eksponatów nie ma, zostały z niej usunięte. Szczególnie brakuje mi obrazów z widokami z Puław, z którymi Działyńscy mieli częste kontakty – Tytus Działyński poślubił przecież wnuczkę Izabeli Czartoryskiej.

Tych szczegółowych opisów niestety zabrakło na górnej kondygnacji – przede wszystkim w Sali Mauretańskiej, w której Tytus Działyński urządził bibliotekę, a jego syn Jan muzeum, i która przecież jest największym, najważniejszym i najwspanialszym pomieszczeniem zamku. Opisana jest broń i inne eksponaty (jak porcelana miśnieńska) w gablotach, brakuje jednak opisów wielu innych cennych eksponatów, które się tu znajdują. Nie są podpisane obrazy, nie ma też na przykład informacji, że przed wystawionym tu cennym srebrnym ołtarzem żołnierze składali przysięgę na placu Wolności podczas powstania wielkopolskiego. Przydałoby się to wszystko uzupełnić.

Największe wzruszenie budzi we mnie wprawdzie nie Sala Mauretańska, lecz niewielkie pomieszczenie obok, w którym wystawiono osobiste pamiątki po dawnych właścicielach i ich rodzinie – bransoleta z kosmyka włosów Klaudyny Potockiej, odlew dłoni zmarłego Jana Działyńskiego, szczątki tarczy herbowej rozbitej jego pogrzebie (był ostatnim z rodu). Na górnej kondygnacji zwiedzam też wystawę czasową „Działyńscy i Zamoyscy – wielkopolskie rody w walce o niepodległość”. Otwarta cztery dni temu wystawa ma charakter planszowy, nie ma eksponatów, ale jest bardzo rzetelnie przygotowana i zawiera dużo informacji również mnie wcześniej nieznanych.

Kórnik muszę porównać w tym miejscu z Rogalinem, który dokładnie zwiedziłem dwa lata temu, po zakończeniu trwającego 28 lat remontu. Wtedy, w 2015 roku, wnętrza pałacu w Rogalinie podobały mi się bardziej od Kórnika, teraz muszę znowu zmienić zdanie. Przewaga Kórnika polega na autentyczności ekspozycji i zbiorów, wnętrza zamku w dużej mierze zachowały swój przedwojenny wygląd i przede wszystkim widzimy te same przedmioty, które należały do Działyńskich i Zamoyskich. Rogalin jest tylko rekonstrukcją, bardzo niewiele elementów jego wyposażenia jest oryginalna.

Po trzygodzinnym zwiedzaniu zamku powrót do Śremu – niestety w padającym śniegu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.