Po Poznaniu – Niemcy w Poznaniu

25 listopada – wyjazd do Poznania na spacer zorganizowany przez Grupę Przewodników PoPoznaniu.pl. Chociaż mieszkam w Wielkopolsce już 30 lat, dotychczas tylko trzykrotnie wziąłem udział w takich spacerach (organizowanych przez różne instytucje). Do końca życia nie zapomnę pierwszego spaceru, nie dlatego, że był tak interesujący, lecz dlatego, że miał on miejsce… 10 kwietnia 2010 roku, w dniu katastrofy smoleńskiej, wydarzenie, które kiedyś opiszę na moim blogu. Drugi i trzeci spacer odbyły się po poznańskich scenach teatralnych i Ogrodzie Botanicznym, a temat dzisiejszego brzmi: „Jak obcy obok siebie”. Te zagadkowe słowa to cytat z książki „Poznań pod panowaniem pruskim” niemieckiego autora Moritza Jaffego, który w 1909 roku napisał: „W istocie Niemcy i Polacy w ciasnym obszarze dzisiejszego Poznania przechodzą jako obcy obok siebie”. Słowa te rzeczywiście odzwierciedlają stosunki panujące pomiędzy Niemcami i Polakami w XIX-wiecznym Poznaniu. I taki jest też temat dzisiejszego spaceru.

Trochę się spóźniłem, na Starym Rynku zjawiam się 3 minuty po godzinie 10, kiedy przewodniczka – Katarzyna Tymek – już rozpoczęła opowiadanie o niemieckiej mniejszości w Poznaniu. Chociaż tytuł wycieczki wzięty jest z Jaffego, cofamy się w czasie aż do założenia miasta w 1253 roku, kiedy to na lewym brzegu Warty osadzono niemieckich kolonistów, którymi kierował pierwszy wójt Poznania Tomasz z Gubina. Zakładanie miast na prawie magdeburskim było wtedy powszechne (w tym samym roku miała miejsce też lokacja Śremu), a pierwszymi osadnikami byli z reguły Niemcy.

Potem przechodzimy do pomnika Bamberki, przy którym Katarzyna Tymek opowiada o bambrach – już za dwa lata, w 2019 roku, będziemy obchodzić trzechsetną rocznicę sprowadzenia niemieckich osadników z Bambergu do Poznania. Wiara katolicka (warunek ich osiedlenia w mieście) i uczestnictwo w mszach razem z polską ludnością spowodowały ich szybką polonizację, dzisiaj o niemieckim pochodzeniu świadczą już tylko nazwiska i często zachowana pamięć o tradycjach rodzinnych.

Ze Starego Rynku idziemy w kierunku placu Wolności, przedtem zatrzymujemy się przy zachowanych murach miejskich przy ulicy Ludgardy i zaglądamy na ulicę Podgórną, przy której w niepozornej pomarańczowej kamieniczce w 1847 roku urodził się prezydent Niemiec Paul von Hindenburg. Do 1945 roku wisiała tu poświęcona mu tablica pamiątkowa, obecnie też wisi tablica, ale upamiętniająca kogoś całkiem innego – Karola Marcinkowskiego, który mieszkał w tym samym budynku i zmarł na rok przed narodzinami Hindenburga. Dużo możemy się o nim dowiedzieć na Alejach Marcinkowskiego, następnym przystanku wycieczki, o jego uwięzieniu w twierdzy w Świdnicy za udział w powstaniu listopadowym i zasługach w walce z epidemią cholery.

Na placu Wolności Katarzyna Tymek opowiada o polskich i niemieckich budowlach otaczających plac: Bazarze, Bibliotece Raczyńskich, Arkadii (kiedyś teatrze niemieckim) i Muzeum Narodowym (kiedyś Muzeum im. Cesarza Fryderyka). Potem przechodzimy na dziedziniec Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (byłem na nim już wielokrotnie, za każdym razem jestem jednak pod wrażeniem niezwykłej atmosfery i spokoju tego miejsca, leżącego przecież w środku miasta), później do Dzielnicy Cesarskiej – Collegium Maius, kościół Najświętszego Zbawiciela przy ulicy Fredry (do 1945 roku kościół ewangelicki pw. św. Pawła), plac Mickiewicza z otaczającymi go budynkami i wreszcie wnętrza Zamku Cesarskiego, w których kończy się nasza wycieczka.

Wycieczka bardzo ciekawa, z pewnością najbardziej udana ze wszystkich czterech spacerów po Poznaniu, w których do tej pory wziąłem udział. Katarzyna Tymek opowiada przystępnie, mając na uwadze również osoby, które niewiele wiedzą o historii Poznania, widać jednak, że ma dużą wiedzę historyczną, podając szczegóły z historii Poznania, o których i ja dotąd nie wiedziałem, na przykład czym były w średniowieczu ortyle (z niemieckiego „Urteil” – wyrok) czy wilkierze („Willkür” – samowola), albo jakie kłopoty władze miejskie mieli z panami susiającymi na drzewa przy Alejach Marcinkowskiego. Jeszcze krótka rozmowa na zakończenie wycieczki.

– Dziękuję za bardzo ciekawe oprowadzanie. Przyjechałem tu specjalnie ze Śremu rowerem, aby wziąć udział w wycieczce. Wprawdzie miałbym jedną uwagę. Obok Collegium Maius opowiadała pani o budynkach szachulcowych i z muru pruskiego. Wydaje mi się, że to jest to samo, tyle że konstrukcja szachulcowa jest nazwą fachową, a mur pruski potoczną.

– Nie, to nie jest to samo. W konstrukcji szachulcowej przestrzenie między belkami są wypełniane gliną z sieczką, a w murze pruskim cegłami.

Sprawdzę to w domu. Rzeczywiście nasza przewodniczka miała rację. Moja pomyłka wynika prawdopodobnie z faktu, że te dwie konstrukcje są często mylone, a właściwie z tego, że wszystkie budynki o takim charakterystycznym wyglądzie fasady nazywa się murem pruskim, nawet jeśli w istocie są konstrukcjami szachulcowymi. Na zakończenie również dowiedziałem się więc czegoś nowego.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.