Robert Stiller

10 grudnia zmarł Robert Stiller, jeden z najbardziej znanych polskich tłumaczy. Dowiedziałem się o tym dopiero 16 grudnia, przypadkowo, z nekrologu w „Gazecie Wyborczej”, podlinkowanego przez znajomego na Facebooku. Nekrolog był podpisany przez Andrzeja Wawrzyniaka, byłego dyrektora Muzeum Azji i Pacyfiku, poza tym w mediach zadziwiająca cisza – brak informacji o śmierci, nie wypowiadają się ani tłumacze, ani literaturoznawcy. Czy taka była wola rodziny, czy to zwykłe przeoczenie dziennikarzy?

Kim był dla mnie Robert Stiller? Nie poznałem go osobiście; okazja pójścia na spotkanie z nim, kiedy w latach 80. studiowałem w Warszawie, przeszła mi koło nosa, dowiedziałem się o niej już po fakcie, a jednak był jedną z ważniejszych postaci mojego dzieciństwa i młodości.

Pierwszą książką Roberta Stillera, którą przeczytałem w dzieciństwie, był „Skamieniały statek – baśnie malajskie”. Wtedy myślałem, że to naprawdę malajskie baśnie przełożone z tego języka na polski, dopiero w wieku dorosłym zorientowałem się, że książkę należy traktować raczej jak twórczość własną Roberta Stillera, który wziął tylko pewne motywy z malajskiego folkloru. Wtedy, kiedy miałem 10 czy 11 lat, nie było to zresztą istotne, ważne było ogromne wrażenie, jakie sprawiła na mnie książka – jedna z tych pozycji, które formują nasze czytelnicze dzieciństwo.

Potem przyszła końcówka lat 70. i kilkuletnia fascynacja „Literaturą na Świecie”, z którą Robert Stiller blisko współpracował, publikując tam swoje artykuły i felietony, przeważnie na tematy związane z przekładami literackimi. Kupując nowy numer „Literatury na Świecie”, za każdym razem szukałem w nim najpierw tekstów Stillera i przy nich zatrzymywałem się najdłużej. Powodem był ich język – artykuły te były pisane zupełnie inaczej niż pozostałe prace krytyczne w miesięczniku. Stiller, recenzując przekłady, używał dosadnych sformułowań, których zwykle nie kojarzymy z kulturą wysoką. W jednym z numerów pojawił się nawet „disclaimer” redakcji z uwagą, że recenzja jest publikowana na wyłączną odpowiedzialność jej autora. Nie przypuszczam zresztą, że autor „zjechanego” przekładu podał wtedy Stillera do sądu o zniesławienie; krytykowani tłumacze, urażeni, tylko czasami odpowiadali na łamach czasopisma; zwykłym czytelnikom „Literatury na Świecie”, w tym mnie, taka bezpośredniość wypowiedzi podobała się.

To wtedy poznałem też Roberta Stillera jako poliglotę i erudytę. Znał podobno 30 języków, w tym wiele egzotycznych, był twórcą polskiej malaistyki, oprócz wspomnianego „Skamieniałego statku” wydał kilka innych tomów baśni malajskich i indonezyjskich, antologię literatury malajskiej (chyba najbardziej zaskakującą pozycję w serii „Biblioteki Narodowej” Ossolineum), też baśnie skandynawskie i inne. Z „Literatury na Świecie” owego czasu najbardziej wryły mi się w pamięć dwa artykuły Stillera omawiające projekt stworzenia listy arcydzieł literatur europejskich (chyba pod patronatem UNESCO), w których szczegółowo „rozprawiał się” (chwaląc lub – częściej – ganiąc) z przedstawionymi propozycjami praktycznie wszystkich krajów. Czy on naprawdę przeczytał te wszystkie książki? Czy znał wszystkie języki? Robert Stiller stał się dla mnie, wtedy licealisty, postacią nieomal mityczną.

Żałuję, że nie udało mi się poznać Roberta Stillera osobiście, chociaż miałem ku temu okazję, podczas moich studiów w Warszawie. Pewnego dnia kolega opowiedział nam o spotkaniu z Robertem Stillerem, na którym był poprzedniego dnia. Spotkanie? Dlaczego nic o tym nie wiedziałem? Na pewno poszedłbym, zwłaszcza że odbyło się w klubie niedaleko mojego akademika.

Nadszedł jednak koniec studiów, trzeba było opuścić Warszawę i poszukać pracy w całkiem innym regionie kraju. Zamieszkałem w Śremie. Praca, później założenie własnej firmy, bardzo ograniczyły moje zainteresowania literackie; z tekstami Roberta Stillera zetknąłem się ponownie dopiero pod koniec lat 90., czytając w „Rzeczpospolitej” jego felietony pod tytułem „Pokaż język!”. Tematyka trochę inna (ogólnojęzykowa, nie tylko przekładowa), język – ten sam. Stiller ani na jotę nie zmienił się w swoim obśmiewaniu zjawisk – i ludzi, używając do tego celu języka tyleż napastliwego, co – aroganckiego. To już jednak nie był język, który bym akceptował. Co sobotę kupowałem weekendowe wydanie „Rzeczpospolitej” nie ze względu na Stillera – o wiele cenniejsze były dla mnie pogłębione, wyważone artykuły, które co tydzień znajdowałem w dodatku kulturalnym „Plus Minus”.

Ocena dorobku Roberta Stillera jest trudnym zadaniem. Kontrowersje wywołuje przede wszystkim jego publicystyka. To, co w latach 70. zachwycało mnie, obecnie budzi mój sprzeciw. Język debaty powinien być wyważony, nie wolno obrażać partnerów w dyskusji, obrzucać inwektywami, wykazywać, że są idiotami, również w tak niszowej dziedzinie, jaką jest przekład literacki.

Zwykle nie spotyka się też z aprobatą ciągłe podkreślanie własnych osiągnięć, zwłaszcza, jeśli to są osiągnięcia, które można podać w wątpliwość. Na przykład z przełożonych przez Roberta Stillera książek Lewisa Carrolla podobała mi się „Wyprawa na żmirłacza”, ale jego „Przygody Alicji w krainie czarów” i „Alicja po drugiej stronie lustra” wcale nie są lepsze od przekładów Macieja Słomczyńskiego i Antoniego Marianowicza. Jeśli chodzi o wiersze Bertolta Brechta, wolę songi z „Opery za trzy grosze” w starym przekładzie Władysława Broniewskiego („A rekiny w oceanie mają zębów pełen pysk”) niż Stillera („Rekin zęby ma na wierzchu”). Myślę, że sam Robert Stiller zaszkodził tu sobie przez ciągle prowadzoną autopromocję. Nie odmawiam mu talentu, był sprawnym tłumaczem, może jednym z najlepszych w powojennej Polsce, w rzemiośle translatorskim brakowało mu jednak tego geniuszu, którym cechował się na przykład Tadeusz Boy Żeleński.

Rozważania te dotyczą wprawdzie translatologii, którą zainteresowanych jest niewielu. W powszechnej świadomości o wiele większe kontrowersje budzi działalność agenturalna Roberta Stillera, o której pisała Joanna Siedlecka w swojej książce „Kryptonim „Liryka” – bezpieka wobec literatów”. W latach 1955-1981 Stiller miał być tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, jego donosy na kolegów i środowisko literackie mają obejmować 20 tomów. Sam Stiller temu zaprzeczał i zapowiadał podanie Siedleckiej do sądu, do rozprawy jednak nie doszło. Bez szczegółowego zbadania sprawy nie można definitywnie stwierdzić, po czyjej stronie leży słuszność; jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że Robert Stiller jako poeta na przełomie lat 40. i 50. należał do pokolenia „Pryszczatych”, że był autorem wiersza „Serce generała” opiewającego Karola Świerczewskiego i słów pieśni „Bo walka trwa” poświęconej funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa (po okresie stalinowskim nigdy nie rozliczył się z tej twórczości, podobnie zresztą jak Wisława Szymborska) i że jest mało prawdopodobne, aby Służba Bezpieczeństwa pozwalała mu tak szeroko podróżować po świecie bez zobowiązania się do współpracy (vide casus Ryszarda Kapuścińskiego), skłonny jestem wierzyć raczej Joannie Siedleckiej.

A jednak nie przekreśla to ogromnych zasług Roberta Stillera dla życia kulturalnego Polski. Pozostaną jego opracowania baśni malajskich (również skandynawskich: „Zardzewiały miecz”, „Narzeczony z morza”), przekłady eposów („Beowulf”, „Gilgamesz”, „Krymhilda”, oparta na „Pieśni o Nibelungach”), pozostanie przekład „Lolity” Nabokova i „Mechanicznej pomarańczy” Burgessa i inne. Robert Stiller pozostanie też w mojej pamięci jako autor „Skamieniałego statku” i publicysta „Literatury na Świecie” – przecież formowały one moje dzieciństwo i młodość.

4 Komentarze

  1. Dzień dobry,

    przeczytałam z ciekawością Pana wpis, chociaż szkoda, że brakuje w nim podpisu z imienia i nazwiska. Zakładam, że ukończył Pan polonistykę na UW, ale czy dysponuje Pan rzeczywistą umiejętnością prawidłowej oceny przekładowej twórczości Roberta Stillera? Czy w ogóle kogokolwiek stać na tytaniczny wysiłek zgłębienia misternej często pracy, wymagającej – co tu kryć – nadludzkiego wysiłku? Ja bym się nie podjęła krytyki choćby i stosowanych przez niego inwektyw, biorąc pod uwagę ogrom nieustającej pracy, również w jego ostatnim 89-tym roku życia.

    Szybkie spojrzenie na dorobek Stillera pokazuje, że to nie tylko Brecht, Burgess, Carroll, Nabokov i wielu innych, czy baśnie malajskie i nordyckie, ale również odkrywanie na nowo rzeczy ginących jak Wiech.

    Przekłady z angielskiego stanowią gigantyczną grupę w jego dorobku, ale przekłady poezji i prozy obejmują nie tylko wydania angielskie, niemieckie, rosyjskie czy francuskie ale również z języków: czeskiego, górnołużyckiego, jidysz, malajskiego, dialektów Indii, i znowu, wielu innych, jak hebrajski, chiński czy arabski, nawet jeżeli bazują na opracowaniach innych tłumaczy, a przekłady choćby z Nabokova nie są przekładami z jednego języka ale niekiedy wynikają z pracy porównawczej między wydaniem angielskim i rosyjskim, dla jak najwierniejszego oddania intencji autora.

    Co do przekładu poezji przeznaczonej nie tylko do czytania ale śpiewu, trzeba by zapewne nie lada słuchu, żeby zadecydować, czy zęby na wierzchu czy zębów pełen pysk są bardziej właściwym przekładem. Znowu nie podejmuję się argumentacji, to sprawa do oceny przez specjalistów.

    Sama poezja oryginalna Stillera publikowana była od lat czterdziestych do jeszcze nie opublikowanej, bo w trakcie druku.

    Stiller nie jednym jeszcze nas zaskoczy. Może dlatego właśnie o nim w mediach tak cicho, bo jeszcze nie czas na ocenę całości jego dorobku, on ciągle jeszcze swoją oryginalną, nieznaną nikomu twórczość, drukuje; może nawet ze swoimi słynnymi inwektywami zza grobu.

    Robert Stiller ponadto przez wiele lat prowadził studium przekładu na UW a jego przekład Lolity jest na Uniwersytecie Łódzkim uznawany za wzór ideału.

    Jesień Średniowiecza holenderskiego historyka o nazwisku Johan Huizinga, zawierającą wiele starofrancuskich cytatów i obcojęzycznych fragmentów poetyckich, Robert Stiller podjął się przełożyć w wieku 88 lat.

    Pozdrawiam,

    Maria King
    maria@goatspiritfarm.com

    • Również dziękuję za ciekawy głos w dyskusji. Moje imię i nazwisko – Andrzej Matras – znajdzie Pani w komentarzach na tym blogu. Znakomita większość blogów nie jest podpisywana przez ich autorów; z drugiej strony moi znajomi w Śremie wiedzą, że to ja prowadzę tego bloga.

      Nie jestem polonistą. Jestem z wykształcenia germanistą i anglistą, a z zawodu właśnie tłumaczem, chociaż nie tłumaczem literatury, tylko tłumaczem przysięgłym. Interesuję się jednak też przekładem literackim.

      Podzielam Pani zdanie o bardzo dużych zasługach Roberta Stillera, o czym zresztą napisałem w zdaniu: „A jednak nie przekreśla to ogromnych zasług Roberta Stillera dla życia kulturalnego Polski”. Napisałem też o bardzo dużej roli, jaką Robert Stiller odegrał w formowaniu moich zainteresowań w dzieciństwie i młodości. Co do jego zdolności translatorskich, mój pogląd na tę sprawę streszcza zdanie: „Nie odmawiam mu talentu, był sprawnym tłumaczem, może jednym z najlepszych w powojennej Polsce, w rzemiośle translatorskim brakowało mu jednak tego geniuszu, którym cechował się na przykład Tadeusz Boy Żeleński.”

      Adekwatność przekładu literackiego jest jednak w dużej mierze sprawą niepoddającą się obiektywnej ocenie, jak zresztą cała twórczość literacka. Pozwoli Pani, że pozostanę przy swoim zdaniu, że songi Brechta w przekładzie Broniewskiego są lepsze niż w przekładzie Stillera.

      Nie bardzo też rozumiem Pani zdania „Ja bym się nie podjęła krytyki choćby i stosowanych przez niego inwektyw”. Wydaje mi się, że ciągłe obrzucanie innych wyzwiskami i podkreślanie własnej wyższości, ba, genialności, nie ma nic wspólnego z zasadami konstruktywnego dyskursu, jest po prostu świadectwem braku kultury.

      Co do braku informacji o śmierci Roberta Stillera w mediach, nie sądzę, że przyczyną jest fakt, że „jeszcze nie czas na ocenę całości jego dorobku”. Skłonny jestem raczej przypuszczać, że było to zwykłe niedopatrzenie dziennikarzy.

      Pozdrawiam

  2. Założmy, że Stiller był geniuszem, albo genialności “ledwie” blisko. Co ja mogę o tym wiedzieć, zajmując się wypasem kóz, ich dojeniem i ubojem? Ale załóżmy na użytek tychże osławionych inwektyw, że był. Brak kultury? Może tak, może nie. W przypadku osoby pośledniej, na pewno tak. A w przypadku osoby widzącej, słyszącej, przeczuwającej, w myśleniu wyprzedzającej, a więc wiedzącej więcej, bo właśnie genialnej, bądź tejże genialności bliskiej, hm, hm, hm, długo możnaby się nad tym zastanawiać, a i tak osobom pośrednim nie sposób byłoby dociec. Być może był sens ukryty w jego inwektywach, którego nie znamy. (Być może związany z marginalizowaniem czy zastraszaniem aż po unicestwienie przez bezpiekę?) Ja sama przy lekturze Pokaż Język świetnie się bawiłam, mimo że – przyznaję – czasami na wdechu.

    Co do songów Brechta naturalnie można mieć indywidualne upodobania, niemniej artyści wykonujący te utwory na scenie sięgają właśnie po przekłady stillerowskie a nie Broniewskiego, więc chyba coś jest na rzeczy, że śpiewakom właśnie stillerowski rym, rytm, wersyfikacja bardziej odpowiadają.

    Osobisty kontakt z Robertem Stillerem miałam od 1999 r. i zapewniam, że nie charakteryzował go brak kultury. Zresztą nawiązanie kontaktu ze Stillerem nie było trudne, w swoich książkach zachęcał do kontaktu a nawet współpracy, podając swój adres, czyli był czas i okazja na polemikę z nim jak i zadawanie trudnych pytań, choćby w formie korespondencyjnej, za jego życia.

    Wątkiem z bezpieką się nie interesowałam ani książki Siedleckiej nie znam, jednak biorąc pod uwagę, że opublikowana została w 2009 r., czyli na 7 lat przed śmiercią Roberta, już w trakcie przyśpieszania roboty, żeby zdążyć z wieloma przekładami i twórczością własną, przed śmiercią, trudno się dziwić, że na walczenie z autorką i prostowanie oszczerstw czasu już nie stawało. Stiller miał wtedy ponad 80 lat a od roku 2009 do dnia dzisiejszego wydawał i nadal wydaje, co następuje:

    Poezja oryginalna:
    Poezja własna: Poetyka pierwszej dziewiątki [Poetics of First Nine, 700-page edition of collected poems, for the jubilee of 80th anniversary, with the author’s own graphic; zbiorowa edycja poezji na 80-lecie, objętości 700 stron, z grafiką autora], 2009

    Poetyka ostatniej dziewiątki [Poetics of List Nine]; in print

    Rewolta po Żołniersku [Revolting and Soldierly; osobiste i żołnierskie wiersze z lat 1950-tych; personal and soldierly poems of the 1950-ties], in print

    Złość na złość [Angry in Spite Of; extremely harsh poems against political and social deviations in today’s Poland; skrajnie ostre utwory na temat publicznych i społecznych zwyrodnień w dzisiejszej Polsce], in print

    Łup! i łubudu! [Whack! and Bang!], in print

    Szczerbate pieśni [Gap Toothed Songs; half a hundred poems based on customary songs of Polish social lowlands], in print

    Poemat oryginalny:

    Drzewo znowu jak drzewo, in print

    Inne rodzaje prozy:

    Pokaż język! czyli rozróbki i opowieści o polszczyźnie oraz 111 innych językach [A Tongue to Put Out, or Brawls and Stories about Polish and 111 Other Languages; zbiór esejów językoznawczych, bestseller w nowatorskich rubrykach prasowych i wydaniu książkowym; innovative and best selling linguistic essays], 2001 and 2012

    Pokaż język! &c. Część druga [kontynuacje po 111 esejów w każdym tomie; trzecia część w przygotowaniu; continuations; 3rd volume in preparation; until now ca. 1000 pp. altogether], 2013
    Wielki śmiech po Żydowsku [The Great Jewish Laughter, definitywna i zapewne największa wersja 700-stronicowa; this definitive version of Jewish jokes is probably the biggest collection of them, enlarged to 700 pp.], 2010

    Plagiaty:

    Dalila z nieprawdziwego zdarzenia [Według angielskiego opowiadania The Go-Between Philips MacDonald; in print

    Kiedy krew się budzi [Według alzackiej powieści Trimpopp und Manasse Rene Schickele; in print
    Trop jednak został na bagnach [Według angielskiego opowiadania Pollock and the Porroh Man Herbert George Wells; in print

    Parafrazy teatralne i muzyczne:

    Jidysze perł recital pieśni żydowskich w wykonaniu i reż. Niny Stiller, grany w całej Polsce i zagranicą; 2010

    Ostatnie tango w Paryżu Roberta Alleya w reż. Jacka Bały w Teatrze Śląskim w Katowicach; 2012
    Baśnie Azji CD z płytą Ryba zaklęta w drzewo, opowiadanie pochodzi z tomu baśni malajskich „Skamieniały statek” Roberta Stillera, czyta: Jarosław Kopaszewski, muzyka: Weronika Ratusińska http://iczytam.pl/prod43,54; 2012

    Walser [dialogowy scenariusz do filmu fabularnego (2013), ktorego większość posługuje się zmyślonym przez Roberta Stillera językiem, opartym głównie na malajskim. Reżyseria: ZBIGNIEW LIBERA / Scenariusz: GRZEGORZ JANKOWSKI, ZBIGNIEW LIBERA / Współpraca scenariuszowa: ROBERT STILLER – twórca języka Contehli / Zdjęcia: ADAM SIKORA / Muzyka: ROBERT PIOTROWICZ; premiera 2016

    Antologie:

    Wiersze o miłości. Antologia kontrowersyjna [Poems of Love. A Controversial Anthology; z mnostwem własnych przekładow z roŜnych językow; bestseller powiększony obecnie do 580 stron i 50 pieśni; best seller with hundreds of own translations from various literatures; augmented to 580 pp. in the second edition with 50 songs], 1990 & 2011

    Rozprawy naukowe:

    Żydowskie abecadło twórców literatury polskiej [The Jewish ABC of Polish writers; nowa znacznie rozszerzona wersja w druku; improved and largely expanded version in print; English translation in preparation], 2011

    Abecadło żydowskich pisarzy z Polski [An ABC of Jewish writers from Poland], 2016

    Przekłady z epiki światowej:

    Beowulf [Beowulf, nowatorski przekład poetycki ze staroangielskiego z dodatkiem wybranych wierszy i obszernymi komentarzami; translated from Old English, with commentaries and some additional poetry], 2010

    Walki bostw i mężow [mitologia i epika staroirlandzka w opracowaniu Lady Gregory; translation of Gods and Fighting Men & Cuchulain of Muirthemneby Lady Augusta Gregory, with additional commentaries], 2012

    Przekłady z angielskiego:

    Jack London: Opowieści z całego świata [All World Tales; a selection of his best short stories on various subjects, amply annotated; vol I of The Fighting Rules. Obszernie komentowany wybór najlepszych opowiadań o rozmaitej tematyce, I tom w serii Reguły walki]; 2016

    J. London: Wyspiarska przygoda [Adventure, amply annotated; vol. II of The Fighting Rules. Obszernie komentowane, II tom w serii Reguły walki], in print.

    J. London: Kaftan okrucieństwa [The Jacket, vol. III of The Fighting Rules], in print.

    Jack Mayer: Życie w słoiku [Life in a Jar], 2013

    J.R.R. Tolkien: Potwory i krytycy [The Monsters and the Critics], 2010

    Przekłady z niemieckiego:

    Micha Josef Bin Gorion (Berdyczewski): śydowskie legendy biblijne [Die Sagen der Juden zur Bibel, 2 vols. amply annotated], 1996 and 2009

    B. Brecht: Sonety augsburskie i inne sonety erotyczne [amply annotated, private edition], 2012

    E. Vilar: Na dziewczęcej skorze [Rositas Haut], 2009

    Przekłady z francuskiego:

    Pierre Louys: Pieśni Bilitis. Les Chansons de Bilitis [bilingual & critical edition, amply annotated; wydanie dwujęzyczne i obszernie komentowane, nowatorskie nawet wobec edycji francuskich], 2009

    Przekłady z literatur Indii:

    Rabindranath Tagore: Bezkresne owocobranie [definitywny i ogromny wybor
    poezji oraz dramat Citra z przypisami, przekład z wersji angielskiej; ample
    selection of poetry and the play Citra, annotated], 2011

    Przekłady z arabskiego:

    Tysiąc i jedna noc z Szeherezadą [Thousand and One Night with Sheherezada; amply annotated, in cooperation with Marian Kalinowski and Marek Dziekan. Prozę tłumaczył Kalinowski z przekładu niemieckiego Claudii Ott pod redakcją Stillera; klasyczne wiersze w liczbie około 200 przełożył w nowatorskiej po polsku formie arabskiej Stiller według filologicznych przekładów Dziekana jako arabisty.] 2013

    Przekłady z holenderskiego:

    Johan Huizinga: Jesień Średniowiecza. [Herfsttij der Middeleeuwen], 2016

    Opracowania redakcyjne:

    Paul Spiegel Co znaczy koszerne? [Was ist koscher?], 2009

    St. Wiechecki: Pożycz mi rewolweru! [tom XI jw.], 2012
    St. Wiechecki: Kusicielka w opałach [tom XII jw.], 2013
    St. Wiechecki: Ksiuty z Melpomeną [tom I zbiorowej edycji Utworypowojenne, vol. I of selected edition of post-war works, with ample commentaries], 2001 & 2012
    St. Wiechecki: Helena w stroju niedbałem [tom II jw.], 2002 & 2012
    St. Wiechecki: Ksiuty z Melpomeną [annotated], 2001 & 2012
    St. Wiechecki: Helena w stroju niedbałem [annotated], 2002 & 2012
    St. Wiechecki: Odświętna butelka [annotated], 2015

    Chyba jednak nie zdawał Pan sobie sprawy, z jakiego rodzaju gigantem miał Pan do czynienia.

    Gdyby Pan sobie życzył, chętnie Panu udostępnię całość dorobku Roberta Stillera, również sprzed 2009 roku, na adres mailowy. Jest tego, bagatela, kilkanaście stron więcej.

    Na chybił trafił wyszukana przeze mnie recenzja w necie, zamieszczona w Polityce, nie jest pochlebna dla Siedleckiej. Załączam, bo sama książki tej nie znam:

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/285798,1,recenzja-ksiazki-joanna-siedlecka-kryptonim-liryka-bezpieka-wobec-literatow.read

    Jedyne co czytałam z tego trudnego okresu historii polskiej w kontekście Stillera, to jego Semantyka zbrodni. Nota katyńska z 25 kwietnia 1943 i sowiecki sposob myślenia [The Semantics of Crime. The „Katyń Note” of April 25th, 1943, and the Soviet Way of Thinking; 5 eds. in England and Poland], 1974–2007.

    Więc może raczej ta stillerowska pozycja bardziej niż książka Siedleckiej dają świadectwo o nim, jak i jego perypetiach z bezpieką.

    Pozdrawiam,

    Maria King

  3. Zdaję sobie sprawy z ogromnej liczby przekładów i utworów oryginalnych autorstwa Stillera. Nie przeczę ilości, można natomiast dyskutować o ich jakości. Taka dyskusja na tym forum chyba jednak mija się z celem? Pozostawmy ją specjalistom i przede wszystkim czytelnikom.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.