Muzeum Arkadego Fiedlera – Orinoko nad Wartą

11 czerwca – wyjazd do Puszczykowa, do Muzeum Arkadego Fiedlera, na imprezę Orinoko nad Wartą; wybierałem się na nią już rok temu, ale dopiero teraz udało mi się zrealizować plany.

Książki Arkadego Fiedlera czytałem już w szkole podstawowej – „Dywizjon 303” był wtedy lekturą szkolną, W szkole przeczytałem też którąś z jego książek o Madagaskarze (Fiedler napisał kilka reportaży o tej wyspie, nie pamiętam więc tytułu) i powieści dla młodzieży: „Wyspa Robinsona” i „Orinoko”. Później doszły do tego „Dzikie banany”, „Ryby śpiewają w Ukajali”. Nie myślałem wtedy, że po latach, kiedy wejdę w dorosłe życie, zamieszkam tylko 30 km od Puszczykowa i Muzeum Arkadego Fiedlera, że będę wielokrotnie odwiedzał to miejsce i że poznam jego synów – Arkadego Radosława i Marka.

Z tych dawniejszych wypadów do Puszczykowa szczególnie zapamiętałem jeden. Zwiedzając piramidę w ogrodzie przy willi – siedzibie muzeum, spotkałem też małą dziewczynkę, która bawiła się tam w chowanego; wydawało się, jakby była u siebie w domu. Rzeczywiście, kiedy nawiązałem z nią krótką rozmowę, przedstawiła się jako Marysia, wnuczka Arkadego; na zewnątrz czuwał jej tata, Arkady Radosław, wtedy poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, z którym też zamieniłem kilka słów.

Dzisiejsza impreza – Orinoko nad Wartą – ma bogaty program (warsztaty bębniarskie, origami, stroje etno), najbardziej interesują mnie jednak prelekcje na tematy podróżnicze, które zaczną się o godz. 13, wyjeżdżam więc o takiej porze, aby przyjechać do Puszczykowa kilka minut przed ich rozpoczęciem. Chociaż prelekcje i warsztaty jeszcze oficjalnie się nie zaczęły, w kawiarni „Mipetraka” i w ogrodzie jest już całkiem dużo ludzi. Kieruję się w stronę piramidy, z której po chwili wychodzi mężczyzna. Spogląda na mnie zaskoczony, po czym mówi:

– A pan jest…

– Ze Śremu – dopowiadam.

– Tak. Znamy się z Facebooka. Szmidt jestem – wyciąga rękę na powitanie.

Dzięki zdjęciom na tym portalu społecznościowym mój rozmówca rozpoznał mnie natychmiast, mnie z powodu mojej prozopagnozji na pewno by się to nie udało. Wreszcie poznałem więc osobiście znanego wielkopolskiego krajoznawcę, Zbigniewa Szmidta z Poznania, autora kilku przewodników po Śremie, z których wszystkie przeczytałem i wszystkie mam w swojej biblioteczce. Witamy się, Zbigniew Szmidt przedstawia mnie też Arkademu Radosławowi Fiedlerowi, sam niestety spieszy się do Poznania, nie zostanie więc na imprezie. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja się spotkać.

Korzystając z okazji krótko rozmawiam też z synem słynnego podróżnika, opowiadam o moich wcześniejszych wizytach w muzeum, również tej, która najbardziej zapadła mi w pamięci – okazuje się, że Marysia, córka Arkadego Radosława, ma już 18 lat; a więc to już około 10 lat minęło od czasu tego spotkania…

Czas przejść na wykłady, które również odbywają się w ogrodzie, pod namiotem. Słuchaczy trochę mniej niż na spotkaniach Uniwersytetu Ludzi Ciekawych Świata w Śremie czy wykładach w Muzeum Narodowym w Poznaniu; panuje też inna, swobodniejsza atmosfera, może ze względu na miejsce spotkania i otaczający nas ogród, ale pewnie też dlatego, że prelegenci są młodzi, znają się i nie przykładają wagi do form. I dobrze… Pod namiotem gromadzą się starsi i młodsi, rodzice z dziećmi, przyszła też pani z pieskiem, który na początku się trochę się niecierpliwi a potem zasypia na kolanach właścicielki.

Pierwszy wykład Agnieszki Siejki jest nazwany „Śladami ludzi niezwykłych”, chociaż, jak mówi sama prelegentka, może bardziej pasowałby tytuł „Ludzie, z którymi piłam”. Agnieszka Siejka nie koncentruje się na jednym regionie, po prostu opowiada o ludziach, z którymi się spotkała podczas swoich podróży. Dominuje kierunek wschodni (Kaukaz, Ukraina, Naddniestrze), ale słyszymy też historię bezdomnego, który mieszka w… wieży mostu kolejowego w Toruniu. Chociaż zdawałoby się, że wszystko to zwykli, szarzy ludzie, przymiotnik „niezwykły” jak najbardziej pasuje do bohaterów opowieści; życie jakże wielu z nas obfitowało w niezwykłe momenty…

Drugi wykład – „Herbaciane ogrody u podnóża nepalskich Himalajów” Agaty Ożarowskiej-Nowickiej – nie jest dla mnie już tak interesujący jak pierwszy, bynajmniej nie z tego powodu, że jest nudny (prelegentka jest dobrze przygotowana, jest pasjonatką herbaty), tylko prostu dlatego że bardziej ciekawią mnie losy ludzi niż rzeczy. Kiedy prelegentka pyta słuchaczy, czy znają się na produkcji herbaty, jedna ze słuchaczek odpowiada, że lepiej znają się na jej piciu – zdanie prawdziwe również w moim przypadku. Przed i po wykładzie możemy też skosztować nepalskiej białej herbaty, zaparzanej… na zimno, bez zalewania wrzątkiem.

W planie imprezy są jeszcze trzy wykłady, ale na tym poprzestaję, chciałbym dziś jeszcze pojechać na koncert do Poznania. Tak więc do zobaczenia w Puszczykowie, być może, już w następnym roku.


Orinoko nad Wartą w 2013 roku.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.