Zamek w Pszczynie

Moja pierwsza wizyta w Pszczynie miała miejsce 22 lipca 1986 r. Byłem wtedy na praktyce studenckiej w Bibliotece Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i, korzystając z peerelowskiego święta, wybrałem się na wycieczkę do pszczyńskiego zamku, o którym dużo słyszałem. Ciekawe, że po latach z tego wyjazdu najbardziej utkwił mi w pamięci dialog usłyszany w miejskim autobusie WPK (Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego) już w drodze powrotnej. W zatłoczonym autobusie, który zaraz miał odjechać z przystanku, starszy mężczyzna, nie mogąc dostać się do kasownika, poprosił jakiegoś młodego osiłka o skasowanie mu biletu.

– Dzisiaj nie kasujemy, proszę pana, święto narodowe – usłyszał w odpowiedzi.

– Nie wygłupiać się, skasuj mi ten bilet! – krzyknął zniecierpliwiony mężczyzna, widocznie podejrzewając, że młody robi sobie z niego „jaja”.

Młody miał jednak rację – 22 lipca autobusami WPK w województwie katowickim można było jeździć bezpłatnie.

Z samego zamku w Pszczynie zapamiętałem z tamtej wizyty natomiast bardzo niewiele – zewnętrzny wygląd architektoniczny, ale nic z wnętrz. Nie jestem już w stanie stwierdzić, czy zamek był wtedy zamknięty z powodu święta i ograniczyłem wizytę tylko do przechadzki po parku, czy też zwiedziłem zamkowe komnaty, ale ich wygląd zatarł mi się w pamięci. Nie byłem wtedy takim miłośnikiem muzeów jak obecnie; muzea, zabytki miały dla mnie mniejsze znaczenie.

* * *

Po raz drugi odwiedziłem Pszczynę po 24 latach – 2 maja 2010 r. – przy okazji wizyty u siostry i szwagra w Rudzie Śląskiej. Skorzystałem z ich uprzejmości i pojechaliśmy samochodem, aby zwiedzić zamek (w ich przypadku była to pierwsza wizyta w Pszczynie). Zdawałem sobie wprawdzie sprawę, że cierpliwości tej nie mogę nadużywać, zabytki zwiedzam teraz całkiem inaczej niż w latach 80-tych, na miejscu więc rozdzieliliśmy się. Siostra i szwagier zwiedzili zamek i poszli do parku, ja po zamkowych komnatach chodziłem przez… prawie cztery godziny. To nic nadzwyczajnego w moim przypadku, tak właśnie zwiedzam muzea, muszę wszystko dokładnie obejrzeć, przeczytać objaśnienia dotyczące eksponatów, pokontemplować eksponowane dzieła sztuki. Podczas Długich Nocy Muzeów w Berlinie w muzeach spędzam czasami kilkanaście godzin.

Wrażenie było oszałamiające. Podobało mi się wszystko, zarówno pomieszczenia cesarskie na parterze jak i książęce na I i II piętrze. W Pszczynie w czasie I wojny światowej znajdowała się Kwatera Główna armii niemieckiej, rezydował tu cesarz Wilhelm II, odbywano narady sztabowe z dowódcami. Wyposażenie apartamentów cesarskich jest chyba częściowo zrekonstruowane na podstawie zachowanych fotografii, robi jednak duże wrażenie, wygląda jak autentyczne.

Najcenniejsze partie zamku to jednak westybul, klatka schodowa i pomieszczenia na I piętrze, z przeważnie autentycznym, zachowanym wyposażeniem. Przepychem olśniewa już westybul z wielkimi ceramicznymi wazami, w dawnych czasach witający przybywających do zamku gości. Na pierwszym piętrze olśniewa pięknem biblioteka i salon wielki, które w zamyśle gospodarzy miały być chyba najbardziej reprezentacyjnymi pomieszczeniami zamku. Obecnie największy podziw zwiedzających budzi jednak sala lustrzana (kiedyś jadalnia, teraz odbywają się tu między innymi muzyczne „Wieczory u Telemanna”), z dwoma ogromnymi lustrami, każde o powierzchni 14 metrów kwadratowych, wyprodukowanymi w Paryżu i przewiezionymi do Pszczyny bez uszkodzeń, zachowanymi bez uszczerbku, jak większość wyposażenia zamku, do dzisiaj.

* * *

Zamek w Pszczynie odwiedziłem ponownie również podczas ostatniego długiego weekendu – 2 maja 2015 r. Po naszym wspólnym odkryciu pszczyńskiego zamku moja siostra i szwagier są częstymi gośćmi w Pszczynie, w tym roku byli już tam kilka razy, zamek nie jest jednak dla nich tak dużą atrakcją, wolą pospacerować po parku; ja oczywiście musiałem ponownie zobaczyć zamek i chociaż dobrze go pamiętałem z poprzedniej wizyty, przeżycia estetyczne były znowu ogromne. Mam nadzieję, że nie była to moja ostatnia wizyta w pszczyńskim zamku.

W nieunikniony sposób nasuwają się porównania z Wielkopolską. Niestety nie mamy w naszym województwie obiektów tej klasy. Najładniejszy architektonicznie jest neorenesansowy zamek w Gołuchowie, jego wnętrza nie są jednak tak interesujące. Najcenniejsze wnętrza zachowały się chyba na zamku w Kórniku, ale i on nie może równać się z zamkiem w Pszczynie. Ten ostatni przewyższają pod względem walorów estetycznych chyba tylko Wawel i Zamek Królewski w Warszawie.

Jeszcze jedno różni te zamki od pszczyńskiego – zamek w Pszczynie jest wytworem kultury niemieckiej, został zbudowany przez niemieckich książąt (Hochbergów), z kulturą polską nie ma nic wspólnego, tak jak i samo miasto, zawsze należące do Śląska, które w granicach Polski znalazło się dopiero w 1922 r. W niezwykły sposób został jednak zasymilowany z polską kulturą, tak jak zasymilowany został np. Zamek Krzyżacki w Malborku. To dobry przykład pokazujący nam, że warto interesować się historią ziemi, na której mieszkamy, nawet jeśli ta historia ma niewiele z polskością. Teraz to również nasza historia.

4 Komentarze

  1. Ciekawy wpis. Warto dodać, ze oprócz zamku zachowało się wiele z całościowego założenia planistycznego ziemi pszczyńskiej np. pałac myśliwski w Paprocanach oraz wiele innych obiektów. Skala zachowania jest ewenementem na skale Górnego Śląska ponieważ założenia pałacowe jako siedlisko burżuazji a także kultury niemieckiej były celem planowanego wandalizmu Armii Czerwonej oraz poźniejszych władz komunistycznych. Jak Pszczyna sie ostała – nie wiem. Przypuszczam, że wpływ miała bezpośrednia bliskość miasta. Podpalenie pałacu mogłoby skończyć sie pożarem miasta.
    Jako Górnoślązak (mający tez korzenie Wielkopolskie) dodam,że obecność i wpływy kultury niemieckiej w tym takze rodów magnackich nie były i nie są traktowane jako elementy obce i wrogie lecz jako integralna i swojska cześć historii tej ziemi. Slazacy zachowywali zwykle spory dystans i sceptycyzm do aktualnie panującej władzy państwowej (czy to polskiej czy niemieckiej) nie posiadając często jasno sprecyzowanego poczucia przynależności narodowej.

  2. Dziękuję. Ja z kolei nie mam nic wspólnego z Górnym Śląskiem, mieszkają tam tylko moja siostra i szwagier (ale oni też nie czują się Ślązakami, są tzw. elementem napływowym), zamek w Pszczynie jest jednak jedną z najcenniejszych rezydencji magnackich w Polsce (w Wielkopolsce takich nie ma). Żałuję też, że nie mam możliwości poznać dokładnie Śląska Cieszyńskiego – za daleko od mojego miasta.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.