Rzecz o księdzu proboszczu Ruszczyńskim

Ruszczyński

Z historyczną postacią księdza Franciszka Ruszczyńskiego zetknąłem się po raz pierwszy podczas lektury sobotniego dodatku „Plus Minus” do „Rzeczpospolitej” z 3 marca 2001 r. Żyjąca jeszcze wtedy pisarka Jadwiga Żylińska (znałem ją tylko z literackiego przetworzenia mitów greckich „Oto minojska baśń Krety”) zamieściła tam krótki tekst (wspomnienie?, felieton?) zaczynający się od słów:

„Rzecz o księdzu proboszczu Ruszczyńskim

Opowiadanie nie do druku albo wprost przeciwnie

Był w Mikstacie proboszcz nazwiskiem Franciszek Ruszczyński. Napisał kronikę czy historię Mikstatu (najmniejszego miasteczka w Wielkopolsce), czym zasłużył się dla całego regionu. Z natury był – jak mawiali moi rodzice – krotochwilny. Zbieram strzępki wspomnień o nim.

Od czasu do czasu rodzice jeździli do niego na podwieczorek. Mieliśmy własne konie. Jechało się dosyć długo, najpierw był Siedlików, potem Komorów i od razu Mikstat. Rodzice zabierali mnie z sobą. Miałam około czterech lat, bo Mai nie było jeszcze na świecie. Przyjmował nas ksiądz Ruszczyński w…”

Potem Jadwiga Żylińska pisała o późniejszych odwiedzinach u proboszcza w Czempiniu (używała błędnej formy: „Czempinie”), dokąd ks. Ruszczyńskiego przeniesiono w 1920 r.

Opowiadanie było rzeczywiście „nie do druku albo wprost przeciwnie”. Dlaczego? O tym potem. W każdym razie był to jeden z tych artykułów w „Plusie Minusie” (jakieś dwa lata temu z braku czasu z żalem musiałem zaprzestać lektury tego dodatku), które zapadły mi w pamięci do dzisiaj.

W następnym tygodniu po przeczytaniu artykułu miałem lekcję angielskiego z M., pochodzącą z Czempinia miłą i zdolną dziewczyną, której dałem wycinek z gazety. Nie słyszała o ks. Ruszczyńskim, po tygodniu, na kolejnej lekcji, miała jednak o nim już bliższe informacje.

– Dziękuję za wycinek. Pokazałam go babce. Dobrze pamiętała księdza Ruszczyńskiego. Powiedziała mi, że zmarł on dokładnie tego samego dnia, kiedy urodził się mój ojciec…

* * *

Od tego czasu dziesiątki razy przejeżdżałem podczas moich wycieczek rowerowych przez Czempiń, raz czy dwa, zwiedzając południową Wielkopolskę, zajechałem też do Mikstatu, ale dopiero teraz mogę zapoznać się książką autorstwa ks. Franciszka Ruszczyńskiego, dzięki uprzejmości Michała Werwińskiego z Czempinia, który podarował mi ją kilka dni temu; jest to „Historja Czempinia” (w tym miejscu i dalej zachowuję oryginalną ortografię wydawnictwa), opublikowany w 2011 r. reprint pierwszej (i chyba jak dotąd ostatniej?) monografii historycznej miasta pióra ks. Ruszczyńskiego, wydanej w Poznaniu nakładem autora w 1923 r.

Jaką wartość ma ta obecnie niewielka, licząca 88 stron książeczka, którą można przeczytać w ciągu jednego dnia (co też uczyniłem), prawie 100 lat od jej wydania? Nie będę wbrew prawdzie utrzymywał, że książka ma dużą wartość literacką. Ks. Ruszczyński nie był literatem, dość archaiczny język nie ułatwia czytania, zwłaszcza że autor cytuje dużo dokumentów w ich oryginalnym brzmieniu sprzed wieków, również po łacinie (łacińskich tekstów z reguły nie tłumaczy, jakby przyjmując, że każdy wykształcony człowiek powinien znać ten język, co w 1923 r. pewnie było prawdą). Dużo ustaleń historycznych księdza Ruszczyńskiego pewnie nie przetrzymało też próby czasu, zostały one zrewidowane na skutek nowszego stanu badań, chociaż tego akurat nie jestem w stanie stwierdzić – zbyt słabo znam historię Czempinia, aby to osądzać. Książka ma jednak ogromną wartość dla zainteresowanych historią regionu, również mieszkańców Kościana i Śremu, w tym mnie.

I tak z ciekawością przeczytałem akt nadania przez Stanisława Górkę Czempiniowi praw miejskich z 1561 r. – pierwszym burmistrzem był Maciej Marszczybrzuch (sprawdziłem w Internecie: obecnie żadna osoba w Polsce nie nosi tego nazwiska – czy ród wymarł, czy zmienił nazwisko?), a rajcą miejskim Maciej Piekielny.

XVIII wiek, jak i dla wielu innych miast, był czasem upadku Czempinia, również na skutek epidemii dżumy, które dziesiątkowały miasto. Jak władze radziły sobie z wielką liczbą zgonów i rozszerzaniem się epidemii? „Pogrzeb odprawiono w ten sposób, że naprzód szedł tylko kapłan, a za nim pchał kopacz taczkę z trupem w trumnie. Do taczek przymocowany był dzwonek ostrzegający, aby nikt w chwili przewozu trupa z mieszkań na ulice nie wychodzili. Środków lekarskich przeciwko dżumie był brak zupełny. Władza duchowna poleciła  jako preserwatywę przeciw zarazie 4 wskazówki: Myj się często, żyj wstrzemięźliwie, używaj tylko to, co koniecznie potrzebne, wykadzaj pilnie mieszkanie swoje” (s. 29). Wskazówki przydatne chyba i dzisiaj, kiedy nie prześladują nas epidemie, może z wyjątkiem wykadzania.

Bardzo dużo miejsca, bo aż 39 stron, ks. Franciszek Ruszczyński poświęcił cechom, bractwom i towarzystwom, które działały w Czempiniu. Wśród cytowanych dokumentów jest też dekret sądowy cechu kołodziejskiego z 1783 r., ciekawy przyczynek do obyczajowości XVIII-wiecznych rzemieślników:

„Sąd niniejszy sławetnego Cechu Kołodzieyskiego w miasteczku Czempiniu po approbowanych sprawiedliwie świadectwa z inkwizycyj respektem tak ciężki zniewagi y zadanych policzków, które zadał sławetny Strzelewicz sławetnemu Grygorowiczowi, niemayąc do niego żadney przyczyny, ale go tak niegodziewemi słowy, co uszczerbkiem całemu sądowi, uczynił lozyą, gdyż takowe słowa wołał: ty faryzeuszu, imfamisie, radny panie y uderzył go w gębę trzy razy (…) Ale żem był pijany, chci mi darować…” (s. 38).

Cech młynarski natomiast zadbał też o sprawy ostateczne swoich członków, postanawiając w swoim statucie z 1784 r.:

„A ponieważ każdy śmiertelny y umrzeć musimy, ieżeliby tedy ktory z Cechu tego zmarł, lub z mężcian lub białych głów, czy żona, albo dziecię, lub młynarczyk, powinien każdy na pogrzeb iść. Starsi powinni iść w dom, gdzie umarły stoiy, drudzy maystrowie przed domem powinni stać. A ieżeliby ktory mayster miawszy słuszną racyą, żeby nie mógł przyiść powinien iednak osobę iedną z domu swego posłać na pogrzeb pod winną grzywny 6. Co zaś umarłego z domu wynosić, młoci powinni to uczynić, a ieżeliby który z młodszych, nie mógł to uczynić, a miał iaką exkuzacyą słuszną, może inszego na swoye miejsce posłać, któryby na iego miejsce odprawił, ale człowieka słusznego z  Cechu tego Młynarskiego pod strafą groszy 6.” (s. 45).

Tak orzekano prawo w małych miasteczkach w ostatnich latach Rzeczypospolitej. Już dziewięć lat później Czempiń, jak cała Wielkopolska, znalazł się pod panowaniem pruskim; w warunkach postępującego uprzemysłowienia i nowoczesnych metod gospodarowania cechy zaczęły tracić na znaczeniu.

Ważną datą dla miasta był 27 października 1856 r., kiedy to (jak donosiła „Posener Zeitung” z 1 listopada) wybudowano linię kolejową z Wrocławia do Poznania, a „na dworcu w Czempiniu powitała ministra v.d. Heydt wierszem niemieckim siostrzenica ks. prob. Thielmanna” (s. 15).

Modernizację gospodarki w Poznańskiem zawdzięczamy głównie pruskim władzom, które wykorzystywały ją też jako narzędzie germanizacji. Spotykało się to z oporem Polakom, ks. Ruszczyński szczegółowo omawia np. aktywność założonego w 1873 r. Towarzystwa Przemysłowego w Czempiniu. Cele towarzystwa dotyczyły nie tylko bezpośrednio działalności gospodarczej, jednym z zadań było też „pouczanie członków w pisaniu, rysowaniu, rachunkach, buchalterji, geografji, historji naturalnej, fizyce i chemji” (s. 62), a na zebraniach towarzystwa w latach 1873-1874 wygłoszono m.in. takie odczyty jak „o kulistości, o obrocie ziemi około siebie i koło słońca; o słońcu i księżycu; o podziale czasu”, recytowano nawet „ważniejsze ustępu z dzieł Mickiewicza” (s. 62).

Z tematem walki z germanizacją wiąże się też opis zmagań Kościoła katolickiego w czasach Kulturkampfu, kiedy to czempiński kościół opustoszał, a msze odprawiano „po domach prywatnych (…) a nawet w pałacu ewangelika Bernutha, dziedzica, pod nieobecność tegoż w domu, któryby nigdy na to nie zezwolił. Doradził to ówczesny długoletni sołtys Borowa Antoni Roszak, mówiąc, że do pałacu Niemca żaden żandarm nie zajrzy i nabożeństwu nie przeszkodzi” (ss. 16-17).

Wybuch działań wojennych w 1914 r. spowodował natomiast, że „rząd pruski zabrał przemocą wśród wojny wszechświatowej trzy dzwony: największy, średni i sygnarek na cele wojenne, Największy dzwon roztrzaskano na rozkaz landrata, a kawały roztrzaskanego dzwonu wyrzucili najmici oknem z wieży na cmentarz i odwieźli na dworzec kościański…” (s. 13).

I wreszcie powstanie wielkopolskie i odzyskanie niepodległości: Czempiń stał się wolny 31 grudnia 1918 r., kiedy to do miasta przybyło ze Śremu 50 powstańców ze Straży Ludowej; obsadzili oni czempiński dworzec w celu zatrzymania pruskiego pułku, który miał wracać koleją z pola walki we Francji. Ks. Ruszczyński szczegółowo opisuje przebieg walk i udział mieszkańców Czempinia w powstaniu; relacje z wypadków miał pewnie z pierwszej ręki – kiedy przygotowywał książkę do druku, tylko cztery lata minęły od opisywanych wydarzeń.

„Historja Czempinia” Franciszka Ruszczyńskiego jest kopalnią wiedzy dla wszystkich zainteresowanych historią regionalną, warto ją mieć na półce w swojej biblioteczce.

* * *

I to byłoby wszystko o księdzu proboszczu Franciszku Ruszczyńskim. Aha, miałem jeszcze wyjaśnić, dlaczego opowiadanie Jadwigi Żylińskiej jest „nie do druku albo wprost przeciwnie”, Otóż ks. Ruszczyński…

Nie, nie zdradzę, o czym Jadwiga Żylińska napisała w swoim wspomnieniach. Mogą one być zaskoczeniem dla mieszkańców Czempinia i Mikstatu do dzisiaj wspominających swojego proboszcza. Czy pragną go poznać z innej strony? Jeśli tak, niech zajrzą do „Rzeczpospolitej”. Konieczne do odszukania artykułu dane bibliograficzne już podałem…

Źródło ilustracji: Ks. Franciszek Ruszczyński: „Historja Czempinia”

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.